Pociągiem po Czechach #1 – Dolina Sázavy

Czechy posiadają jedną z najgęstszych sieci kolejowych w Europie. Połączeń jest mnóstwo, bilety tanie, a pociągi oferują całkiem dobry standard podróży. Czeska kolej jest doskonałym środkiem transportu na jednodniowe wypady. Zapomnij o korkach na drodze i przepełnionych parkingach. W serii wpisów „Pociągiem po Czechach” znajdziesz wiele inspiracji na krótkie kolejowe wycieczki.

Pierwsza część cyklu zabierze cię do Doliny Sázavy.

Godzina 6:45
Przyjeżdżamy pod dworzec Ostrava-Svinov. Na dobrą sprawę nieco bliżej mamy do Bohumina, ale nie lubię tamtego dworca. Wolę poświęcić kilka dodatkowych minut i podjechać do Ostravy. Dworzec Ostrava-Svinov leży nieco na uboczu, jednak jest ważnym węzłem przesiadkowym. Ważniejszym od głównego ostrawskiego dworca Ostrava hl.n., bo na Svinovie prócz stacji kolejowej, jest też dworzec autobusów regionalnych. W dodatku na Svinov wygodniej dojechać od strony autostrady.

Zgodnie z przewidywaniami, na niedużym bezpłatnym parkingu brak miejsc. Większość aut stoi tu już od piątkowego popołudnia. Nic nie szkodzi. Na Svinovie działają w sumie cztery parkingi. Jeden bezpłatny; drugi, najbardziej oddalony od dworca, za 100 koron/dzień; trzeci przy samym dworcu za 120 koron/dzień; piętrowy, całkowicie automatyczny za 140 koron/dzień. Parkujemy jak zwykle na tym za 120, na całe szczęście zostało tu jeszcze kilka wolnych miejsc.

Po pozbyciu się auta przyszła pora na kupienie czegoś do jedzenia. W budynku dworca Ostrava-Svinov działają trzy bardzo przyzwoite punkty gastronomiczne. Od 5.30 otwarty jest bufet, w którym można kupić bagiety, kanapki, ciastka, napić się kawy lub piwa. O 7.00 otwierają bistro. Mniej ciastek, więcej kanapek, a do tego różne rzeczy na ciepło. Od 11 zaczyna pracę pełnoprawna restauracja. Tradycyjnie kupujemy bagietki. Robione ma miejscu, prawie jak domowe. O niebo lepsze, niż gotowce sprzedawane na stacjach benzynowych.

Godzina 7:08
Przyjeżdża nasz Ex 101 Moravia relacji  Bohumín – Wien Hbf.. Dużo ludzi, ale są jeszcze pojedyncze wolne miejsca. Z resztą nawet gdyby nie, to i tak jedziemy nim tylko 24 minuty, do stacji Hranice na Moravě. Tam mamy 3 minuty na przesiadkę. W takich momentach bardzo doceniam aplikację Můj vlak. Kilka tapnięć i wiem, że oba pociągi staną przy tym samym peronie. Kilka kolejnych, i wiem, że moje ulubione wagony bezprzedziałowe znajdują się na końcu składu. I, że pociąg prowadzi pełnoprawny wagon restauracyjny, a nie tylko bistro.

Godzina 7:35
Przesiadamy się do Ex 520 Portáš relacji Vsetín – Praha hl.n.. Będziemy nim jechać prawie dwie i pół godziny, aż do Kolina. Jest czas, by coś zjeść, bo po bagietach kupionych na Svinovie nie ma już śladu, poczytać książkę i trochę pogapić się w okno.
Z początku, widoki za oknem są mało porywające. Pola, mniejsze lub większe zakłady przemysłowe i małe, nieciekawe od strony linii kolejowej, miasteczka. Wszystko to przesuwa się za oknem dość szybko, bo na tej trasie pociągi jeżdżą z prędkością 160 km/h. Nawet w Ołomuńcu nie ma na po popatrzeć, bo główna linia kolejowa przebiega daleko od zabytkowego centrum. Naprawdę interesujące widoki zaczynają się od stacji Zábřeh na Moravě i będą się ciągnąć prawie do samych Pardubic.
Jedziemy teraz po magistralnej linii kolejowej. Gruntownie wyremontowanej, miejscami wyprostowanej i zatłoczonej niczym obwodnica miasta w godzinach szczytu. Ponieważ te „prostowanie” zabrzmiało nieco dziwnie, już wyjaśniam. Pierwotnie, linia w całości przebiegała w dolinach, przez co była nieco kręta i średnio dostosowana do większych prędkości. Z myślą o Pendolino, newralgiczne odcinki przebudowano i wyprostowano dzięki budowie kilku tuneli. Od tego czasu pociągi na tym odcinku śmigają z prędkością 160 km/h, a w miejscu starych torów zrobiono ścieżkę spacerowo-rowerową. Jak dla mnie, pomysł świetny, bo okolica jest naprawdę bardzo malownicza.

Ex 520 Portaš zestawiony jest między innym ze słowackich wagonów bezprzedziałowych. Jest Wi-Fi, które mimo iż Słowackie, działa w Czechach.

O 9:37 pociąg zatrzymuje się na dworcu w Pardubicach. Budynek jest ogromny, jak na tak nieduże miasto. Zbudowano go z iście komunistycznym rozmachem. Hol dworca nie jest duży, ale nad nim góruje kilkupiętrowy budynek, w którym mieszczą się biura i, niegdyś całkiem niezły, hotel.  W podziemiach dworca funkcjonowało niegdyś kino. Pod kinem jest coś jeszcze. Coś, o czym do niedawna nie mówiło się głośno… . Schron przeciwatomowy. Kino splajtowało kilka lat temu i od tego czasu stoi puste. Schron, być może, w przyszłości będzie można zwiedzać. Przynajmniej takie są plany. A plany są ambitne, bo przewidują całkowitą rewitalizację dworca. Póki co, pod dworcem, wybudowano całkiem fajny węzeł przesiadkowy.

Dworzec kolejowy w Pardubicach, choć swoje najlepsze czasy ma za sobą, wciąż cieszy oczy. Przed dworcem wybudowano przystanki dla komunikacji miejskiej i regionalnej. W najwyższym budynku mieściły się biura i hotel. Obecnie większość pomieszczeń jest opuszczona. Jednak to, co najciekawsze kryje się pod dworcem. W podziemiach kiedyś działo kino, jeszcze niżej był ukryty schron przeciwatomowy.
W budynku pardubickiego dworca prawdziwy unikat – mozaika przedstawiająca sieć kolejową i najciekawsze atrakcje turystyczne Czechosłowacji. Na szczęście, po podziale Czechosłowacji, mozaika nie została zniszczona.

O 9:59 docieramy do Kolína. Stąd kolejny pociąg mamy dopiero za 49 minut.

Godzina 10:48
Wsiadamy w motorak Os 22206 relacji Kolín – Ledečko. Dziś na tej trasie jedzie wóz serii 814-914 Regionova, czyli zmodernizowana wersja kultowej serii 810. Trasa prowadzi głównie przez pola, pod drodze mijamy senne malutkie stacyjki i przystanki. Większość z nich jest „na żądanie”, co dla turysty z Polski może być swego rodzaju nowością. O ile przystanek autobusowy „na żądanie” nie jest niczym niezwykłym, tak kolejowy budzi zdziwienie. Tymczasem, na wielu lokalnych liniach kolejowych, takich przystanków jest całkiem sporo. Na tych całkiem bocznych i mało uczęszczanych, bardzo często konduktor, zaraz po wyruszeniu ze stacji początkowej, pyta pasażerów, gdzie wysiadają, po czym przekazuje informacje motorniczemu. Jeśli na mijanym przystanku nie ma pasażerów, pociąg nawet nie zwalnia. Po nieco ponad godzinie wysiadamy na stacji Ledečko. Nie ma tu prawie nic, prócz częściowo zdewastowaną malutką parowozownią. Mimo to, stacja jest ważna, bo stanowi lokalny węzeł przesiadkowy. My też będziemy się przesiadać.

Stacja Ledečko, z prawej nasza RegioNova, w tle widoczne ruiny lokomotywowni.
Ruiny lokomotywowni, z wielką dumą odbudowywanej.

Godzina 12:15
Przyjeżdża całkiem poważny skład złożony z dwóch wagonów serii 810 z wagonem doczepnym w środku. Wielką zaletą motoraków jest ich skalowalność. Przy małym ruchu puszczają na trasę jeden wagon. Przy większym montują z nich całkiem poważny pociąg. Ekonomiczne rozwiązanie. W Polsce, przez całe lata, nawet na bardzo lokalnych trasach, jeździły EN-57 wożąc po kilku pasażerów. Drogo i bez sensu. To i sporo takich „nierentownych” tras zlikwidowano. A wystarczyłoby zakupić odpowiedni tabor. Mniejsza z tym. Wsiadamy do środkowego wagonu naszego Os 9209 relacji Čerčany – Světla n. Sázavou, i jedziemy do stacji Český Šternberk, by zobaczyć zamek. Nasz postój będzie trwał 1 godzinę i 46 minut.


W tym miejscu jestem ci winien małe wyjaśnienie. Moje kolejowe podróże nie mają na celu zwiedzania, a oglądanie. Będąc kilka chwil w takim czy innym miasteczku, dokonuję wstępnego rekonesansu. Oceniam, czy warto wybrać się tu czy tam na dłużej. Przy okazji odkrywam miejsca, w które nigdy nie przyjechałbym autem, bo nie przyszłoby mi to do głowy. W brew pozorom w przewodnikach nie ma opisanego wszystkiego, co warto zobaczyć. I w internecie też nie. Jedynym wyjściem jest, z pozoru zupełnie bezsensowna, podróż w nieznane. A pociąg nadaje się do tego, jak żaden inny środek transportu.


Os 9209 złożony z dwóch wagonów motorowych i jednego doczepnego. W doczepnym połowa miejsca przeznaczona na rowery.
Moje ulubione miejsce w wagonach doczepnych – duża kanapa i jeszcze większe okna. Mimo tego, że z przodu doczepiony był wagon, widoki były całkiem niezłe.

Zamek Český Šternberk góruje nad stacją, jak i nad całą miejscowością. Oczywiście na zwiedzanie wnętrz brak czasu, zwłaszcza, że wycieczki są tylko i wyłącznie z przewodnikiem, a na wejście trzeba czekać około półtorej godziny. Nic dziwnego, bo przecież jest piękny wakacyjny weekend, i Czesi tłumnie ruszyli do přírody. Alternatywą dla zwiedzania wnętrz jest pobyt na małym dziedzińcu i ewentualny obiad w zamkowej restauracji. Widok z zamkowego dziedzińca jest piękny, w końcu jesteśmy nad Sázavou, która malowniczo wije się w dole. Zamek dopisuję do bucket list, a póki co skupiam się na rzece, bo w dolinie Sázavy jestem po raz pierwszy.

Zamek Český Šternberk, widok od strony stacji.
Widok na dolinę Sázavy z zamkowego dziedzińca.
Widok na dolinę Sázavy z zamkowego dziedzińca.
Przystanek kolejowy Český Šternberk. Na przystanku Regionova, w najdłuższej, trójczłonowej wersji.

Okolica jest bardzo malownicza, o czym będziemy mieli okazję się przekonać kontynuując podróż trasą kolejową numer 212, która biegnie prawie w całości wzdłuż rzeki. Okolice Sázavy to prawdziwy raj dla lubiących obcowanie z naturą. Nad rzeką znajdziesz liczne małe i bardzo kameralne kempingi, wypożyczalnie sprzętu wodnego, bo Sázava jest wręcz stworzona do tego, by pływać po niej kajakiem, a wzdłuż rzeki biegnie ścieżka rowerowa.


Zobacz też: Pociągiem po Czechach – Lipno n.Vltavou i České Budějovice


Z okien pociągu wijącego się razem z rzeką, o czym przekonamy się za chwilę, widać liczne interesujące miasteczka i wspaniałe panoramy. Patrzę na to wszystko i wiem, że za rok tu wrócę. Na dłużej, by podziwiać okolicę znad rzeczki, a nie od strony linii kolejowej.

Widok z okien pociągu przemierzającego trasę kolejową numer 212.
Widok z okien pociągu przemierzającego trasę kolejową numer 212.

Godzina 14:12
Wsiadamy, w tym razem złożony z dwóch wagonów, pociąg Os 9211 relacji Čerčany – Světla n. Sázavou, by po 40 minutach wysiąść na stacji Zruč n.Sázvou. Nasz pociąg ma tutaj 51 minutowy postój, który wykorzystujemy, by rzucić okiem na kolejny zamek.

Stacja Zruč n.Sázvou, w tle widoczny zamek.
Zruč n.Sázvou, widok na zamek i park.
Zruč n.Sázvou, widok na zamek i park.
Zruč n.Sázvou, widok na zamek i park.
Zruč n.Sázvou, widok na zamek i park.
Zruč n.Sázvou, widok na zamek i park.
W drodze z zamku na stację natknęliśmy się na samoobsługową biblioteczkę. Sporo takich w Czechach, głównie na dworcach i centrach handlowych.
Zruč n.Sázvou, ostatnie rzut oka na stację.

Godzina 15:44
Nasz pociąg Os 9211 relacji Čerčany – Světla n. Sázavou wyrusza w dalszą drogę, a my razem z nim. Jedzmy do końca trasy. Na stacji Světla n. Sázavou mamy 35 minut na przesiadkę. Wystarczająco dużo czasu, by coś zjeść w przydworcowym barze.

Godzina 17:26
Wsiadamy w pociąg Os 5914 relacji Kolín – Havlíčkův Brod. Skład jest dość nietypowy – lokomotywa, jeden wagon piętrowy klasy Bmto292 i jeden zwykły. Wybieramy przedpotopowego piętrusa. Czuję się, jakbym odbył podróż w czasie o 30 lat wstecz. Czeskie koleje rzadko fundują podróżnym przejazdy w takim standardzie. Wagon jest bardzo zużyty, mimo to siedzenia są całkiem wygodne, a wnętrze czyste. Na 17 minut jazdy, jest aż nadto wygodnie.

Wagon piętrowy klasy Bmto292 z zewnątrz…
… i w środku. W mocno zużytym wnętrzu zamontowano nowe siedzenia. Wnętrze wagonu było nadspodziewanie czyste.

Z powodu opóźnień związanych z remontem torowiska, do końcowej stacji docieramy nieco spóźnieni. Postój na stacji Havlíčkův Brod skrócił się z 22 do niespełna 10 minut. To nie problem, bo Havlíčkův Brod znamy, byliśmy tu wcześniej. Nieco ponad trzy godziny wystarczyły, by zobaczyć wszystko, co miasteczko ma do zaoferowania. I na zjedzenie obiadu.

Dworzec Havlíčkův Brod, widok od strony torów.
Dworzec Havlíčkův Brod, widok od strony miasta.
Havlíčkův Brod
Havlíčkův Brod

Havlíčkův Brod to nie tylko piękna starówka. To także dość interesujący dworzec, o nietypowym układzie. Do miasta prowadzą tory aż z pięciu kierunków. Można powiedzieć, że jest to niezbyt ważny, ale pokaźnych rozmiarów, węzeł przesiadkowy.

Godzina 18:05
Wsiadamy na pokład RegioSpidera Os 8369 relacji Havlíčkův Brod – Jihlava. Nie przepadam za tymi szynobusami od Stadelra. Wyglądają bardzo futurystycznie, niestety są mało funkcjonalne. Szyby „panoramiczne inaczej”, wąskie siedzenia i nadspodziewanie kiepskie wyciszenie mocno irytują. Na szczęście podróż trwa jedynie 29 minut.

RegioSpider zmasakrowany reklamami regionu.

Po drodze mijamy przystanek o uroczej nazwie Jihlava – Bosch Diesel. W Jihlavie mamy całe 6 minut na przesiadkę na pociąg do Brna. Koniec końców z 6 minut robią się 2. Kolejny raz przydaje się aplikacja Můj Vlak – zamiast w nerwach szukać zastanawiać się, gdzie jest nasz pociąg, wiemy na który iść peron.

Budynek dworca w Jihlavie.

Godzina 18:40
Wsiadamy do pociągu R 669 Rožomberk, relacji Plzeň hl.n. – Brno hl.n.. Czeka nas blisko dwugodzinna podróż do Brna. Wyjeżdżając z Jihlavskiego dworca mijamy stojący na sąsiednim torze unikat lokomotywę klasy 230, zwaną laminátka.

Lokomotywa klasy 230, zwana laminátką. W kiepskim stanie, ale jeszcze na chodzie.
Panorama Jihlavy od strony linii kolejowej.

Nasz pociąg zestawiono ze standardowy wagonów z przedziałami, więc nie za bardzo jest o czym się rozpisywać. Zamiast skupiać się na nieciekawy pociągu, podziwiamy widok z okien, bo linia kolejowa numer 240 przebiega przez całkiem ładne okolice. Lasy, pola, skałki, wiadukty. Wszystko to złoto-pomarańczowa od zachodzącego słońca.

Vysočina żegna nas przepięknym zachodem słońca.
Najwyższy budynek w Czechach, czyli brneński AZ Tower. Skromne 30 pięter, 111m wysokości.

W Brnie na przesiadkę mamy prawie pół godziny. Wystarczająco, by przekąsić coś w jednym z licznych, znajdujących się w centrum, bistro.

Godzina 21:02
Wsiadamy, w ostatni już tego dnia, pociąg R 849 relacji Brno hl.n – Bohumin. Czeka nas trwająca nieco ponad dwie godziny podróż do stacji Ostrava- Svino, z której rozpoczęliśmy nasz wyjazd. Podróżujemy jednym z moich lubionych wagonów Bee272. Wagon jest nietypowy, bo w połowie składa się z tradycyjnych sześciomiejscowych przedziałów, a w drugiej bezprzedziałowej połowie zastosowano układ siedzeń 1+2 z szerokimi, wygodnymi fotelami. Wagon jest głośny i bez klimatyzacji, jednak siedzi się zdecydowanie wygodniej niż w polskim Pendolino.

Wagon Bee272.
Wnętrze wagonu Bee272. Dużo miejsca, wygodne fotele. Jak na drugą klasę, prawdziwy unikat. Niestety takich wagonów czeskie koleje mają bardzo mało.

Do Ostravy docieramy, zgodnie z czasem, o 23:14. Tu kończymy liczącą 706 kilometrów trasę.

Rozświetlony dworzec Ostrava-Svinov.
A cała trasa na mapie wygląda tak…

Ile to kosztowało?


Za bilety zapłaciliśmy po 289 koron (około 47zł ) od osoby, ponieważ tym razem skorzystaliśmy z promocji CD i operatora telefonicznego O2, dzięki której jednodniowy bilet sieciowy, kosztujący normalnie 579 koron był tańszy o 50%.
A gdyby nie promocja O2? To wtedy byśmy kupili jednodniowy bilet sieciowy grupowy za 679 koron, na którym może podróżować dwoje dorosłych i troje dzieci.

 

Reklamy

5 thoughts on “Pociągiem po Czechach #1 – Dolina Sázavy

  1. No, całkiem niezła wyprawa. Za takie pieniądze, to można sobie hulać po całym kraju i co weekend. U nas namnożyli tych kolejowych spółek, aż się człowiek gubi. Bilet taki, bilet siaki… nie pojeździsz. A tak z innej beczki, ciekawe czy w Czechach jest jakiś region, w którym nie mają zamku?

    Polubienie

  2. Inspirujący wpis – czekam na więcej. Zapowiada się ciekawy cykl. Tez lubię pojeździć po Czechach pociągiem i z zaskoczeniem widzę, że takich „świrów” jest więcej. Preferuję jednak dojechanie do jakiegoś interesującego miasta i parogodzinny pobyt tam. Tak w ogóle, to zastanawia mnie fenomen tych czeskich „lokalek” – często obsługiwanych przez stare, klimatyczne motoraki, bo umówmy się czas przejazdu nie powala, standard raczej też nie, do tego mijanki, a mimo to pasażerów nie brakuje (może to ten specyficzny klimat?)… W Polsce raczej nie do pomyślenia, jeździliby tylko pasjonaci.

    Polubienie

    1. Dziękuję za komentarz, bardzo mi miło, że wpis okazał się inspirujący. Miałem nieco wątpliwości, przygotowując ten wpis, czy taka tematyka chwyci… A jednak :). Widać, że takich kolejowych wariatów jest więcej, i bardzo mnie to cieszy.
      Co do Czeskich lokalek, to myślę, że wielu Czechów korzysta z nich, bo tak zostali wychowani – dla nich jeżdżenie pociągiem, czy ogólnie komunikacją zbiorową, nie jest ujmą na honorze. Tak w dzieciństwie jeździli do babci, tak i teraz jeżdżą z dziećmi na weekendowy wypad za miasto. Co nie przeszkadza im narzekać na kolej.

      Polubienie

A Ty co o tym sądzisz? Podziel się opinią i skomentuj!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s