Pociągiem po Czechach #2 – Lipno n.Vltavou i České Budějovice

Czechy posiadają jedną z najgęstszych sieci kolejowych w Europie. Połączeń jest mnóstwo, bilety tanie, a pociągi oferują całkiem dobry standard podróży. Czeska kolej jest doskonałym środkiem transportu na jednodniowe wypady. Zapomnij o korkach na drodze i przepełnionych parkingach. W serii wpisów „Pociągiem po Czechach” znajdziesz wiele inspiracji na krótkie kolejowe wycieczki.

Druga część cyklu zabierze cię nad największe sztuczne jezioro w Czechach oraz do Czeskich Budziejowic.


Godzina 7:00
Dworzec Praha-Smíchov. Mimo dość wczesnej pory ruch tu niewielki, ze względu na wakacje. Normalnie, przez Smíchovske Nadrazi od samego świtu przewala się tłum podróżnych, którzy przesiadają się tu z podmiejskich pociągów na metro i tramwaje. Jednak patrząc, na to, co dzieje się tu dziś, nigdy byś nie zgadł, że dworzec na Smíchovie jest ważnym hubem komunikacyjnym.
Mamy jeszcze parę minut, by na spokojnie rozejrzeć się po stacji. Obecny budynek dworca zbudowano w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, jednak linia kolejowa jest znacznie starsza. Stację otwarto w 1862 roku, do obsługi linii Praha – Pilzno. Wróćmy do teraźniejszości. Nie da się ukryć, że nie jest tu zbyt przyjemnie. Dworzec jest mocno zaniedbany, a jego najbliższe okolice dość brudne. Typowo komunistyczna architektura, nawet całkiem miła dla oka, została przyozdobiona licznymi graffiti. Tunel i schody prowadzące na perony aż proszą się o remont, którego tu nie było od wielu, wielu lat.

Godzina 7:09
Wsiadamy do pociągu Os 9915 relacji Dobřichovice – Praha hl.n. . Podczas siedmiominutowej jazdy podziwiamy panoramę Pragi z mostu kolejowego. Z jednej strony widać Zamek, z drugiej Vyšehrad. Szybko przemykamy pod Nuselskim Mostem, bo za chwilę zniknąć w tunelu, kończącym się przy głównym dworcu kolejowym Pragi. Mamy 16 minut na przesiadkę w kolejny pociąg. W sam raz by kupić kawę. Na dworcu tłumy. Większa część podróżnych to turyści. Dominują Chińczycy, Hiszpanie i Rosjanie. Inne języki słyszy się zdecydowanie rzadziej.

Godzina 7:32
Nasz kolejny pociąg, pośpieszny R 705 Svět relacji Praha-Holešovice – České Budějovice, opuszcza dworzec. W środku dość tłoczno. Wśród podróżnych jest wielu turystów, jadących do Czeskiego Krmlova, który od kilku lat, jest absolutnym hitem wśród czeskich atrakcji turystycznych. Znając czeskie realia kolejowe, w tym roku do biletu Jízdenka na léto dokupiliśmy dopłatę do 1-szej klasy. Koszty niewielkie, około 35 Kc/dzień, czyli mniej więcej tyle, co jedna miejscówka w 2-giej klasie. Za to mamy gwarancję siedzącego miejsca. A tak naprawdę cały przedział dla siebie, bo w wagonie, nie licząc nas, podróżuje 11 osób. Doskonałe warunki, by jeszcze chwilę się zdrzemnąć.

Po 2 i pół godzinie docieramy do stacji České Budějovice. Mamy 11 minut, by przesiąść się w pociąg do Rybníka. Składu, jak się okazuje, jeszcze na stacji nie ma… . Trochę nas to niepokoi, bo pociąg jedzie tu z austriackiego Linz. Jeśli zatrzymały go na dłużej jakieś problemy natury granicznej, możemy mieć problem ze złapaniem kolejnych połączeń. Sprawdzamy w aplikacji opóźnienia – tylko 10 minut z powodu robót na torach.

 

 

Godzina 10:18
České Budějovice opuszczamy spóźnieni o 15 minut. Pociąg Os 3803 o sympatycznej nazwie Vltava Dunaj kursuje na międzynarodowej trasie České Budějovice – Linz Hbf. Połącznie obsługuje ÖBB. Austriacki przewoźnik narodowy, na ta trasę wysyła składy typu push-pull, czyli złożony z lokomotywy, kilku klasycznych wagonów i specjalnego wagonu sterowniczego znajdującego się na końcu, który sam trochę przypomina lokomotywę. W tego typu składach nie trzeba tracić czasu na przepinanie lokomotywy, przy zmianie kierunku jazdy, bo lokomotywa, zależnie od kierunku jazdy albo ciągnie, albo pcha pociąg. W wielu krajach to dość popularne rozwiązanie. Jednak w Polsce tego typu składami dysponują chyba tylko Koleje Mazowieckie.
ÖBB na trasie do Českých Budějovic wyraźnie oszczędza. Wagony są dość stare i bez klimatyzacji. Na szczęście dzień jest dość chłodny i brak klimatyzacji nie daje się we znaki. W naszym wagonie jedne zewnętrze drzwi są podpsute, w wewnętrznych nie działają fotokomórki. Do tego w toalecie brak wody i ręczników. Biorąc pod uwagę, że te połącznie jest zdecydowanie bardziej dla Austriaków jadących do Czech, niż dla Czechów jadących do Austrii, liczyłem na lepszy tabor. Mimo początkowego opóźnienia, do Rybníka docieramy o czasie.


Godzina 11:04
Wsiadamy w lokalny pociąg Os 18856 relacji Rybník – Lipno n.Vltavou. Skład jest dość dziwny i stanowi jakby zaprzeczenie całkiem niezłej jakości usług świadczonych przez České dráhy. Mała lokomotywka, jeden piętrus i wagon rodzinno-bagażowy. Nieco to osobliwe i mocno zużyte. W sumie na taką trasę wystarczyłby motorak. Linia jest zelektryfikowana, więc mógłby jechać nowoczesny RegioPanter od Škody, jednak ta część Czeskiej Republiki jest nieco niedoinwestowana jeśli chodzi o tabor. Za chwilę wybaczam niedostatki naszego środka lokomocji, bo z górnego pokładu piętrusa roztacza się niezły widok na góry i Wełtawę, jedynie trochę przyćmiony przez niemyte od wieków okna. Czuję się trochę jak w kiblu KŚ. I tłumiąc w sobie pokusę zmycia tego rdzawego nalotu z szyby w czynie społecznym, chłonę malownicze widoki. Po 40 minutach jazdy, malowniczą doliną rzeki, docieramy na miejsce. Na Lipno przeznaczyliśmy 4 i pół godziny, czyli tyle czasu, by spokojnie wejść na wieżę widokową i rozejrzeć się po okolicy.


Miejscowość, położona nad największym sztucznym jeziorem w Czechach, okazała się znacznie bardziej urokliwa, niż się tego spodziewałem. A do tego pełna przeróżnych atrakcji. Już sam spacer ze stacji kolejowej do centrum był ucztą dla oczu, ponieważ droga prowadziła wzdłuż brzegu jeziora. Widoki, być może za sprawą mocno pochmurnego nieba, licznych kamieni i silnego wiatru, kojarzyły mi się bardziej ze Szwecją niż Czechami.




Stezka korunami stromů, która była głównym celem wyprawy do Lipna, okazała się jedynie wierzchołkiem góry lodowej złożonej z licznych atrakcji. Sprytni Czesi zrobili z Lipna całoroczną turystyczną maszynkę do zarabiania pieniędzy. Trzy wyciągi, parki linowe, trasy zjazdowe dla rowerzystów – latem i dla narciarzy – zimą, olbrzymia wieża widokowa, wypożyczalnie sprzętu wodnego, rejsy statkiem… . To tylko część atrakcji. Myślę, że można tam spędzić długi weekend i nie narzekać na brak wrażeń.

Stezka korunami stromů, o której pisałem tutaj, okazała się warta przebytej drogi. Nieco kusił rejs statkiem, ale biorąc pod uwagę pogodę i deszcz, który według prognoz w każdej chwili mógł zacząć padać, odpuściliśmy. Będzie po co wrócić do Lipna następnym razem. A wrócimy tam z całą pewnością.






W drodze powrotnej na stację wstąpiliśmy do Elektrowni Wodnej Lipno, by zwiedzić centrum informacyjne. Większość elektrowni z grupy CEZ, znajdujących się w Czechach, ma takie centra. Można się tam zapoznać z zasadą działania obiektu, obejrzeć archiwalne filmy z czasów budowy czy pobawić się makietami. Godzina w elektrowni zleciała bardzo szybko, i nadszedł czas by złapać kolejny pociąg.


Poczekalnia na dworcu w Lipnie. Rozczuliły mnie te obrusy i kwiaty w wazonach… . A takich miejsc w Czechach jest znacznie więcej.

Godzina 16:14
Wsiadamy w pociąg Os 18861, którym wracamy do Rybníka. W chwili, gdy pociąg opuszczał stację, zaczęła się długo oczekiwana ulewa. Można powiedzieć, że tego dnia przyroda była dla nas nadzwyczaj łaskawa.

Godzina 17:06
Po niespełna kwadransie oczekiwania wsiadamy w pociąg Ex 1544 relacji Linz Hbf – Praha hl. n. . Jednak nie wracam jeszcze do Pragi. W planie mamy trzygodzinny postój w Czeskich Budziejowicach, do których docieramy, zgodnie z rozkładem,  o 17.51





Czeskie Budziejowice to dość dziwne miasto. Dworzec ładny, ale dość zaniedbany. Jego okolice przypominają mi Ostrawę. I zabudowa podobna, i towarzystwo okupujące bliskie sąsiedztwo dworca też.
Zdecydowaliśmy się na kolację w pobliskim centrum handlowym. Miało być szybko, więc zrezygnowaliśmy z knajp na rzecz szybkiej obsługi.  Znajdujące się w bliskim sąsiedztwie dworca Centrum Handlowe Mercury jakoś nie zdobyło naszej sympatii. Część gastronomiczna jest tam mizerna. Do wyboru cukiernia, piekrania, azjata, gotowce z bemarów w stylu polskich 3zł/100g oraz KFC. Najbardziej zaskoczyła, lub nazywając rzecz po imieniu, zniesmaczyła mnie toaleta. Płatna. Zdarza się, nie mam nic przeciwko, pod warunkiem, że wiem, za co płacę. A tu… zamiast pisuarów rynna, mydła i ręczników brak, suszarka do rąk popsuta. I koszmarnie, ale to koszmarnie, brudno. Wszędzie. Niefajna wizytówka miasta.


Przeczytaj też: Pociągiem po Czechach – Dolina Sázavy


Za to historyczne centrum zatarło złe wrażenia. Główny plac miasta, Náměstí Přemysla Otokata II, ma powierzchnię jednego hektara, co czyni go jednym z największych w Czechach. Całkiem tam sympatycznie. Kamienice przy placu, aż miło popatrzeć. Śliczna, niebiesko-biała Radnice, duża fontanna, ławeczki, kawiarniane ogródki. Jedynie parkujące na placu samochody psują widoki i atmosferę. Nie mam pojęcia czemu Czesi nie wprowadzają zakazu ruchu drogowego w takich miejscach. Historyczny plac zmieniony w wielki parking to niestety częsty widok w tym kraju.

Zapuściliśmy się w gąszcz uliczek. Urocze, stare i bardzo stare, kamieniczki widać dosłownie wszędzie. Tu i tam potrzebny remont, ale nie jest źle. Spokój, cisza, jakieś kawiarnie i ogródki, w środku ludzie, miejscowi. Wydaje się, że turystów praktycznie brak, ale może to wina późnej pory. Jednak za parę chwil, nad rzeką, natykamy się na dwie grupy – Włochów i Chińczyków.
















Zbliża się godzina odjazdu naszego pociągu, więc wracamy na dworzec. Pusto. Prócz konduktorów z lokalek, rozliczających kasy nie ma prawie nikogo, prócz nas. W sumie na pociąg do Pragi przyszło nie więcej niż kilkanaście osób.


 

Godzina 20:53
Wsiadamy do pociągu Ex 1546 o ślicznej nazwie i bardzo adekwatnej nazwie Váša příhoda, relacji Linz Hbf – Praha hl.n. , który okazuje się nieco wybrakowany. Jedynki nie ma ani na początku, ani na końcu składu. Liczymy wagony, jest… jeden mniej. Decydujemy się na bezprzedziałową dwójkę, jadącą jako ostatnia. Nie ma problemu, bo w wagonie 3/4 miejsc wolne. Przychodzi pani konduktor, sczytuje nasze InKarty i zaczyna przepraszać. Bo jedynka miała awarię, musieli ją odczepić. Ale przydziałowe wodę i gazety nam zaraz przyniesie. Wybraliśmy po jednym należnym tytule, jednak za chwilę wróciła z całym plikiem – za brak jedynki, w ramach rekompensaty, zostawiła nam wszystkie tytuły jakie miała na pokładzie. Za oknem już prawie ciemno, więc się przydadzą na te dwie godziny jazdy. Chwilę potem przyszła hosteska z minibarem. Herbata 10 kč, woda mineralna 12 kč, piwo 23 kč… . Zaczynam się zastanawiać, ile kasuje nasz Wars. Chyba nie chcę wiedzieć.

Chwilę przed 23 zatrzymujemy się na dworcu głównym w Pradze. Następuje zmiana planów. Rezygnujemy z 25 minutowego oczekiwania na pociąg Rx 750 jadący na dworzec Praha-Smíchov. Idziemy do metra, jeden przystanek linia B, trzy przystanki linia C i już jesteśmy prawie pod hotelem. Z resztą ze Anděl mamy do hotelu troszkę bliżej, niż dworca. Koło 23.30 jesteśmy już w hotelu. To było bardzo udany, choć dość długi dzień.

Reklamy

6 thoughts on “Pociągiem po Czechach #2 – Lipno n.Vltavou i České Budějovice

  1. Zazdroszczę, bo w tamtej części Republiki jeszcze nie byłem. Ścieżka rewelacyjna. Wiesz może, ile osób może tam wejść jednocześnie? Z tego co wiem, podobną otwarto niedawno gdzieś w Karkonoszach chyba?

    Lubię to

    1. Sam się dziwię, że w końcu udało nam się tam dotrzeć, bo planowaliśmy Lipno od hmm… 2013 roku. Z resztą Czeskie Budziejowice były ostatnim miastem-stolicą kraju, którego do tej pory nie zaliczyłem. Od teraz mam zrobione wszystkie 13 :).
      Co się tyczy wieży, to faktycznie, na początku lipca otwarto kolejną, u Janských Lázní. Nieco bardziej wypasiona, o ciekawszej konstrukcji, co nie zmienia faktu, że moim numerem jeden pozostaje Sky Walk Dolni Morava, bo po niej chodzi się zdecydowanie najfajniej. Nigdzie nie znalazłem wiarygodnych informacji, ile może wejść osób na konstrukcję w Lipnie, ale po Sky Walk może chodzić jednocześnie do 4 tys. zwiedzających, choć trudno mi sobie to wyobrazić. Tak więc wyobraź sobie ogrom tych wszystkich konstrukcji…

      Lubię to

  2. Tak, Lipno nad Vltavou to rewelacyjne miejsce na wakacje, które spędziliśmy w Czechach. Niezapomniane widoki i wędrówki po pobliskiej Szumawie. I co ciekawe – Polaków spotkac w Lipnie niezwykle trudno. tak daleko mało kto się zapuszcza. Pozdrawiam.

    Lubię to

  3. Ojej, ale miło oglądać i czytać o Ceskych Budejovicach! Byłam tam kilka lat temu, pierwsze wrażenie, podobnie jak u Ciebie – miałam kiepskie, bo nie mogliśmy znaleźć zarezerwowanego noclegu, który jak się później okazało, był w dzielnicy robotniczej. Ale starówka super 🙂 Przywołałeś miłe wspomnienia!
    P.S. Zgadzam się co do samochodów na placach – Czesi uwielbiają „zaśmiecać” sobie widok najbardziej reprezentacyjnych miejsc w swoich kraju autami. Szkoda. Mam nadzieję, że zacznie się to zmieniać. Podobno na Malonstranskem Namesti w Pradze zrobili zakaz z rok temu, ale krótko po jego wprowadzeniu tam byłam, a auta stały… nie wiem o co chodzi 🙂

    Lubię to

    1. Parkowanie w Pradze to jeden wielki przekręt. W tym roku szukałem długoterminowego parkingu i prócz zwykłych oferty w granicach 1500 – 2000 koron/miesiąc, jedna firma parkingowa zaproponowała mi miesięczną kartę na niebieską strefę za 800 euro, i to zupełnie legalnie. Myślę, że chętnych na taką usługę znajdzie się całkiem sporo, więc nic dziwnego, że Praga jest zastawiona autami, nawet mimo zakazów. Zawsze znajdzie się grupa, której z takiego czy innego powodu zakazy nie dotyczą, to tylko kwestia pieniędzy.

      Lubię to

A Ty co o tym sądzisz? Podziel się opinią i skomentuj!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s