Karlovy Vary, dwa oblicza miasta

Droga od głównego dworca kolejowego Horní Nádraží do centrum wygląda bardzo zwyczajnie, wręcz nudno. Mijasz kilka bloków, betonowy wiadukt nad trasą szybkiego ruchu, most. Nic nie wskazuje na to, że jesteś w jednym z najładniejszych czeskich miast. I najsłynniejszym czeskim uzdrowisku. To, co w mieście najładniejsze, zaczyna się dopiero kilkaset metrów za rzeką Ohrza, w niewielkiej dolinie otoczonej wysokimi wzgórzami.

Jeśli przyjedziesz do miasta pociągiem, Karlovy Vary będą odkrywać swój urok stopniowo. Z każdym krokiem, idąc dalej i dalej, napotkasz coraz ładniejsze budynki i coraz bardziej malownicze widoki. Droga do ścisłego centrum uzdrowiska prowadzi deptakiem T.G. Masaryka. Na jego początku znajduje się Muzeum Jana Bechera, twórcy słynnej Becherovky, bodaj najsłynniejszego czeskiego likieru. Można go kupić na każdym kroku, w tym, ze stylizowanych na butelki, ulicznych kramów. Czy warto, to już inna kwestia, bo ceny wyższe niż w sklepach. Nie postarano się nawet o specjalne okolicznościowe etykiety.

Budynki stojące na obrzeżach części uzdrowiskowej są ciekawe, jednak to dopiero przedsmak tego, co zobaczysz. Kolejne, co już z daleka rzuca się w oczy, to kilkunastopiętrowy wieżowiec, skutecznie psujący panoramę uzdrowiska. Betonową bryłę hotelu Thermal widać z daleka. To komunistyczny wkład w architekturę miasta. W pierwszej chwili, dzięki specyficznej grze świateł, budynek wydał mi się nieukończonym szkieletem. Z nieco bliższej odległości sprawiał wrażenie jakby wypalonego. Tak mocny jest kontrast między szaroczarną elewacją hotelu a pastelowymi ścianami okolicznych kamienic. Dół budowli zdobi betonowa rampa i dyski sal konferencyjnych oraz betonowe coś, co miało stanowić konkurencję dla znajdujące się w pobliżu promenady. Może było to ładne kiedyś, lecz dziś aż prosi o remont. Betonowe płyty popękały już dawno temu, a z pomiędzy szczelin wyrasta zielsko. Tak, gdzie kiedyś stały stoliki hotelowej kawiarni, dziś stoją kramy z chińską tandetą. O dzisiejszej randze obiektu najlepiej świadczy działający na parterze outlet z ekskluzywną odzieżą przy którym T-Max wygląda niczym butik Prady. Hotel Thermal jest jednym z niewielu obiektów w centrum Karlovych Var, który pozostał w czeskich rękach. Jego właścicielem jest Ministerstwo Finansów. Niestety wyraźnie widać, że obiekt goszczący Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Karlovych Varach z biegiem lat, z cennego aktywu przekształcił się w kosztowne zobowiązanie. Od momentu, gdy Ministerstwo Kultury odmówiło wpisania hotelu na listę narodowych pamiątek kultury, mówi się o jego likwidacji i wyburzeniu. Zapewne wielu inwestorów marzy o zdobyciu terenu w tak atrakcyjnej lokalizacji. A inwestorów w Karlovych Varah nie brakuje.

Pozostawmy na chwilę przepiękną architekturę uzdrowiska i zajmijmy się drugim, nieco skrytym obliczem miasta. Spacerując po Karlovych Varach dość szybko zauważyłem, że jest tam jakoś inaczej. W pierwszej chwili nie dotarło do mnie o co chodzi. Dopiero po jakimś czasie zauważyłem, że ogrom napisów na budynkach, sklepach czy restauracjach jest w cyrylicy. A na ulicach słychać prawie wyłącznie rosyjski i ukraiński. Po czesku nie mówił prawie nikt. Spodziewałem się wielu Niemców, ale Rosjanie?
Zaintrygowany zjawiskiem postanowiłem poznać natychmiast jego przyczynę. Długo szukać nie musiałem, bo po wpisaniu w Google fraz Karlovy Vary + Rusove, wyszukiwarka zwróciła kilkadziesiąt niezwykle ciekawych odnośników.
Według danych z urzędu katastralnego, blisko połowa nieruchomości na terenie miasta należy do Rosjan, bądź ludzi pochodzących z byłego ZSRR. Od mieszkań w blokach, przez apartamenty, po hotele. Praktycznie całe zabytkowe centrum miasta należy do Rosjan. Czesi mieszkają w blokowiskach na obrzeżach miasta. Jak doszło do tego, że Karlove Vary stały się praktycznie rosyjską gubernią? Przybysze z byłego ZSRR wykorzystali czas przemian ustrojowych. W latach dziewięćdziesiątych niedofinansowane miasto szukało inwestorów. W tym momencie pojawili się goście ze wschodu dysponujący znacznymi funduszami. W przeciwieństwie do inwestorów z zachodu, nie chcieli inwestycji finansować emisją obligacji czy kredytami bankowym. Mieli gotówkę, dużo gotówki. Nikogo z władz miasta nie obchodziło pochodzenie tych pieniędzy. Nie mieli potrzeby, lub co bardziej prawdopodobne, nie chcieli tego wiedzieć. Ważne, że goście gotowi byli wyłożyć każdą sumę na inwestycje, w zamian za akty własności. Swoje nieruchomości na terenie uzdrowiska mają między innymi: bliscy współpracownicy byłego ukraińskiego prezydenta, Viktora Janukowycza; brat byłego rosyjskiego ministra transportu, Igora Levitina, bliscy współpracownicy oraz rodziny prezydentów Kazachstanu i Azajbejdżanu. A także wielu rosyjskich polityków niższego szczebla oraz szemrani biznesmeni, którzy dorobili się majątków dzięki korupcji i działań nie do końca legalnych. Ile nieruchomości zostało zakupionych „na słupa” przez pospolitych kryminalistów, nawet trudno oszacować. W każdym razie większość tych „inwestorów” z takich czy innych powodów musiała wywieźć pieniądze ze swoich rodzinnych krajów i ukryć za granicą. W Karlovych Varach po pojawieniu się Rosjan nastąpiło zjawisko podobne, do tego w Londynie. Drastycznie wzrosły ceny nieruchomości, drogie są także usługi. Miejscowi uciekają na obrzeża lub wyjeżdżają z miasta, bo życie w Karloych Varach dla przeciętnych Czechów zrobiło się zbyt drogie.

Wróćmy do miasta. Mimo licznych sklepów dla Rosjan, restauracji dla Rosjan, biur podróży i wszystkie innego dla Rosjan, pozostało piękne. Spacerując promenadą wzdłuż rzeki Tepla, odniosłem wrażenie, że jestem w zupełnie innym świecie. Bo takiej architektury próżno szukać w innych częściach Czeskiej Republiki. Tu nawet palmy przy kawiarnianych ogródkach nie wyglądają pretensjonalnie.
Uzdrowiskowa część Karlowych War jest piękna ponad wszelką wątpliwość. Jednak brak jej tej specyficznej uzdrowiskowej atmosfery. I nie zmienia tego fakt, że po ulicach chodzi masa ludzi, sącząc lecznicą wodę z charakterystycznych kubeczków. O ile kiedyś, nawet w czasach komunistycznych, było to miasto z klasą, tak teraz ten cały blichtr jest mocno tandetny i zdecydowanie na pokaz. Wystarczy chwilę popatrzeć na miny nowych „mieszkańców miasta”. Nuda połączona z cierpieniem – w końcu jak długo można snuć się bez celu po promenadzie, tylko po to, by być „widzianym”? Ale skoro kupiło się ten kosmicznie drogi apartament, to trzeba się jakoś przemęczyć… .




















Czy warto tam jechać? Nie mam żadnych wątpliwości, że Karlovy Vary trzeba zobaczyć. Jednak lepiej przyjechać tam na jednodniową wycieczkę, niż zostawać na miejscu przez kilka dni. Zwłaszcza, że w tym rejonie Czech są uzdrowiska ze znacznie ciekawszą atmosferą.

 

Reklamy

2 thoughts on “Karlovy Vary, dwa oblicza miasta

  1. Jestem zdania, że władze ze względów strategicznych nie powinny dopuszczać do takiej koncentracji cudzoziemców na jednym obszarze. Zwłaszcza, gdy chodzi o tak niepewny kraj jak Rosja. Cholera wie, co wymyśli Putin, a w razie zbrojnego konfliktu, miasto opanowane przez obcych jest na z góry straconej pozycji. Jakoś nie mam złudzeń, że w razie czego Ruscy w pień by wycieli Czechów, i po zawodach. Pochodzenie kapitału na inwestycje też powinno być dokładnie sprawdzane. Bez tego robi się jedna wielka pralnia pieniędzy. Za chwilę się okaże, że miastem rządzi ruska mafia kontrolująca każdy biznes. Co by nie mówić, bardzo współczuję rdzennym mieszkańcom miasta.

    Polubienie

  2. Nie byłem jeszcze w Karlovych Varach, ale na zdjęciach wyglądają pięknie Z Czeskich uzdrowisk znam tylko Karlovą Studankę, ta znowu jest w rękach Krzyżaków 🙂 (albo było przed wojną)

    Polubienie

A Ty co o tym sądzisz? Podziel się opinią i skomentuj!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s