Czemu blogerzy podróżniczy nie lubią jeździć do Czech

Do napisania dzisiejszego tekstu zainspirowały mnie trzy rzeczy. Pierwszą z nich była rozmowa z jedną UBP (czytaj: uznaną blogerką podróżniczą”, która starała się wydębić ode mnie informacje jak zwiedzić Czechy za bezcen. Drugą lektura wielu blogów podróżniczych i wreszcie poniższy cytat: „Wiele osób żyje w przekonaniu, że aby podróżować trzeba mieć dużo pieniędzy. Otóż nie! Jedynym ograniczeniem są Twoje wymagania i ograniczenia, które siedzą w głowie”, znaleziony na jednym z blogów, którego nazwę pozwolę sobie zachować dla siebie.

Tekstów o podróżowaniu za darmo można znaleźć w sieci tysiące. Płodzą je głównie zawodowi blogerzy podróżniczy, ponieważ świetnie żrą i napędzają ruch na blogu lepiej niż najlepsza reklama. Zastanawiałeś się kiedyś, jak bardzo wartościowe są te porady? A znasz kogoś, kto faktycznie podróżuje za grosze? No właśnie… . Ja też nie. I mimo przeczytania setek cennych wskazówek, reklamowanych niczym prawdy objawione, w dalszym ciągu nie wiem jak można podróżować nie mając pieniędzy (i sponsora, ale na razie cicho… dojdziemy do tego za chwilę). Co ciekawe, bardzo często koszty prezentowanych podróży faktycznie są niskie! Niestety, mnie planując podobną podróż, hajs przestaje się zgadzać i nie jest to wina zepsutego kalkulatora, a kilku prostych trików, o których autorzy cennych porad woleli milczeć. Przepraszam jeśli właśnie niszczę Twoje marzenia o podróżach ale… nie da się ukryć, że podróżowanie, nawet dość blisko, wiąże się z kosztami. I nie ma co wciskać kitu, że są to niewielkie koszty. Kosztują transport, zakwaterowanie i wyżywienie. Nikt za darmo nie da ci ubezpieczenia oraz sprzętu turystycznego. Za bilety wstępu do atrakcji turystycznych też trzeba płacić, nie raz dość słono. No to jak dokonać tego ekonomicznego cudu i podróżować za grosze? Uchylę Ci rąbka tajemnicy… .

Po pierwsze musisz wybrać odpowiedni kraj lub region. Ulubionymi destynacjami wszystkich „darmowych podróżników” są Azja, Bliski Wschód i kraje, w których panuje spora bieda. To daje gwarancję noclegów za bezcen lub wręcz za darmo. Jak to możliwe? Po prostu chodzi o żerowanie na niektórych kulturach, gdzie ugoszczenie przybysza jest niepisanym obowiązkiem. Jadąc do takiego kraju możesz liczyć na bezproblemowe noclegi u miejscowych, za które odwdzięczysz się gadżetem lub jednodolarówką. Adresy takich naiwnych ludzi bez trudu pozyskasz od innych wtajemniczonych podróżników za grosze.

Po drugie postaraj się przerzucić koszty twojej podróży na innych ludzi. Jeśli tylko jesteś bezczelnym egoistą, uda ci się to bez większego trudu. Jeśli chodzi o transport – wiadomo, że najlepiej jeździć autostopem. Koszty paliwa, utrzymania samochodu i opłat za drogi ponosi właściciel pojazdu, a Ty wygodnie przemierzasz kolejne kilometry, pełen podziwu dla siebie i tego, jak to potrafisz się ustawić. Noclegi to trochę bardziej skomplikowana sprawa. Jeśli nie uda ci się urobić miejscowego i wprosić się do niego na noc, pozostaje nocleg na ławce w parku czy w jakimś kącie dworcowej hali. Zaoszczędzisz tyle, że wystarczy na poranną herbatę w byle której hotelowej restauracji. Tylko nie zapomnij, żeby na selfie było widoczne logo miejsca w którym „spałeś”. Jedzenie?  Żeruj na nowo poznanych ludziach. Jak już wspominałem, w niektórych rejonach świata religia i zwyczaje nakazują ugościć podróżnika. Przyjmij lub wymuś zaproszenie, zjedz do syta, potem weź kąpiel i prześpij się. W rewanżu możesz podarować gospodarzom długopis (najlepiej taki reklamowy buchnięty z jakiej firmy, bo te są za darmo) lub breloczek. A co z wejściówkami do muzeów? Nic trudnego, po prostu zdobądź lipną legitymację prasową. Dzięki niej wejdziesz z dużym rabatem lub za darmo do wielu obiektów. Jeśli nie masz takich możliwości, zawsze możesz powiedzieć „nie chodzę do muzeów, bo dla mnie najważniejsze są: ludzie i widoki, a nie zakurzone eksponaty”. Czasami możesz wykpić się selfie zrobionym przed wejściem i wyjaśnieniem „w środku był zakaz robienia zdjęć, ale opowiem co było”. O tym „co było” przeczytasz w każdym przewodniku, wystarczy nieco przeredagować tekst i relacja gotowa. A co ze sprzętem na wycieczkę? Pożycz od znajomych, zawsze znajdziesz jakiegoś głupka, który marnuje kasę na przewodniki, plecaki czy śpiwory, które przecież mógłby pożyczyć od kogoś innego. Możesz też wysępić coś z działów PR producentów sprzętu w zamian za obietnicę reklamy w „uznanym blogu podróżniczym”. Jak widzisz, istnieją setki sposobów, byś przerzucił koszty swojej podróży na inne osoby. Im pozostaną rachunki do zapłacenia, a Tobie fejm gościa, który potrafi podróżować za darmo. Ciekawy jestem, czy któryś z tych „podróżników” powie kiedyś prawdę i oznajmi wprost: „przez miesiąc żerowałem jak sęp na dobroci i naiwności innych ludzi” zamiast „przejechałem cała Azję za $50”.

Wróćmy jednak do tytułowego pytania – czemu blogerzy podróżniczy nie lubią jeździć do Czech i wielu innych europejskich krajów? Bo Czechów i ogólnie Europejczyków trudno jest urobić. Praktycznie nie istnieje szansa, by ktoś przypadkowo poznany na ulicy nakarmił cię lub przenocował. I to nawet wtedy, jeśli w ramach podziękowania obiecasz mu długopis. Z autostopem w Czechach też bywa ciężko, a kierowcy w publicznych autobusach i konduktorzy w pociągach jakoś nie łaszą się na łapówki-drobniaki, którymi chciałbyś ich przekupić za brak biletu. Jak widzisz, Republika Czeska jest bardzo niegościnnym krajem, który darmowym podróżnikom nie pozostawia wiele pola do popisu. Jeśli i Ty posiadasz naturę cwaniaczka i sępa, nie zastanawiaj się nad spędzeniem darmowego urlopu w Czechach, tylko od razu wybierz wakacje w Azji.

 

 

31 myśli w temacie “Czemu blogerzy podróżniczy nie lubią jeździć do Czech

  1. Wiele z Twoich słów jest prawdziwych i nie ma co ukrywać, że są i tacy „podróżnicy”, którzy żerują na miejscowych ludziach (nie popieram tego). Jednakże podróże nie są tylko dla bogatych, przy odrobinie trudu włożonego w przygotowanie wyjazdu można ograniczyć w znaczny sposób jego koszty. Oczywiście wszystko zależy od tego, czy jesteś gotowy na pewne ograniczenia swojego komfortu.

    Polubienie

  2. Nie spodziewałem się, że kiedyś przeczytam taki wpis na blogu czechofila. Podróże kosztują, nie ma co ukrywać. Ale nie do końca jest prawdą, że blogerzy podróżniczy nie lubią jeździć do Czech.

    Otóż są blogerzy komercyjni, którzy jeżdżą do Czech na zaproszenie czeskich organizacji turystycznych, hosteli lub innych tego typu instytucji. Później powstają wpisy sponsorowane, w których bloger wychwala pod niebiosa jakieś miejsce, a organizacja turystyczna promuje blogera na swoich profilach. Przykładem mogą być wpisy o Libercu, hostelach w Pradze, wycieczki Wędrownych Owadów i wpisy znanej Kamili i wiele, wiele innych.

    A inni? Cóż, opisy małych czeskich miast nie zapewnią tylu lajków i fanów, co wyjazdy do Azji. A tylko to się liczy.

    Polubienie

    1. Dariuszu, na początek chciałbym sprostować jedną rzecz. Otóż nie zaliczam siebie do grona czechofilów. Nie bez powodu blog nosi nazwę „Pokochaj Czechy”, a nie „Pokochaj Czechów” ;-).

      Co do wyjazdów sponsorowanych to nie krytykuję tej formy współpracy, o ile bloger uczciwie uprzedza swoich czytelników, że taka sytuacja miała miejsce. Bardziej śmieszy mnie fakt, że dla darmowego weekendowego wyjazdu bloger potrafi porzucić tematykę, o której do tej pory pisał przez lata i zaserwować swoim czytelnikom reklamowy gniot o regionie, który ich kompletnie nie interesuje. Bo jeśli na blogach typu „Australia wg. Blondynki” 😉 czy „Stacja Alaska” 😉 zaczynają się pojawiać wpisy o Słowacji czy Niemczech, to wg. mnie jest to kpina z czytelników. To tak, jak ja po dwóch latach pisania o Czeskiej republice zacząłbym serwować teksty o Chorwacji i Serbii. Mało poważne i tyle.

      Natomiast wkurza mnie pazerność blogerów, którzy z wyjazdów sponsorowanych nie korzystają bo są „podróżnikami”, ale za sposób na życie przyjeli żerowanie na dobroci lub naiwności innych ludzi. Najłagodniejsze określenie takich ludzi to hiena bądź sęp. Bo jak inaczej nazwać nachalne domaganie się kontaktów do ludzi, którzy mogą w danym kraju załatwić darmowy nocleg czy wejściówki? I wierz mi, że osobie która bez przerwy żeruje na innych, trudno jest wytłumaczyć, że są ludzie, którzy za wyjazdy płacą tylko i wyłącznie z własnej kieszeni.

      Polubienie

      1. Mój Drogi na początek to zastanów się, zanim palniesz bzdurę. Albo poczytaj zakładkę o nas. Wpisy o Czechach pojawiają się, ponieważ od początku w założeniu blog miałbyć poświęconyn nie tylko Bałkanom – ale podróżom poza utartym szlakiem. Wpisy o Czechach pojawiają się, ponieważ lubię Czechy i podróżuje tam od 12 lat z okładem – a region mnie bardzo interesuje. Wpisów sponsorowanych nie piszemy, nie pisaliśmy i nie będziemy pissać. Mam kasę plus sporo oszczędności, a jak poczytasz cós więcej, to się dowiesz że interesują nas na naszej Stacji Bałkany czy wd Ciebie Chorwacji, nie tylko Bałkany ale też Węgry, Ukraina, Czechy i Kaukaz. Trochę kulą w płot trafiłes, a tekst o blogerach komercyjnych jest prawdziwy, tylkó za bardzo ziejesz jadem i agresją. My także nie znosimy tego, co opisujesz.

        Polubienie

        1. Bardzo mi przykro, ale jestem odpowiedzialny jedynie za to co napiszę, a nie za to, co ktoś zrozumie. Żadnych „Was” do żadnego grona nie zaliczałem, tak samo jak nie wymieniałem nikogo z nazwiska lub nazwy bloga. Jeśli ktoś nie rozumie ironii, to już nie mój problem. Nie „Was” miałem na myśli, pewnie z tego powodu, że nie wokół „Was” kręci się świat.

          Polubienie

      2. Ja nie krytykuję wyjazdów sponsorowanych, recenzji we współpracy i tym podobnych, dopóki są w miarę rzetelne i czytelnicy są poinformowani o tym, iż wpis powstał we współpracy z jakąś tam instytucją lub firmą. Zazwyczaj jednak wpisy z takich podróży są „lukrowate”, a pomijają istotne wady. Denerwują mnie natomiast tytuły „musisz tam jechać”, „zobacz, jak tam pięknie” z przeciętnego miasta, czy kryptoreklamy według gotowca pisane jako relacja z podróży lub pobytu w hotelu. Podobno są z tego duże pieniądze, przez co wiele blogów zamieniło się w blogową agencję reklamową.

        Żerowanie na dobroci innych również mnie irytuje. Rozumiem nocleg u kogoś w sytuacji awaryjnej, ale robienie z tego stylu życia i chwalenie się potem na blogach, ile człowiek zaoszczędził, to gruba przesada. Do tego modne korzystanie z jadłodalni dla bezdomnych. Kto podróżuje i płaci z własnej kieszeni uważany jest za jakiegoś snoba i frajera.

        Co ciekawe, Czechy można zwiedzać stosunkowo niedrogo, o ile trochę się posiedzi nad poszukiwaniem niedrogiego, przyzwoitego noclegu oraz ofert w komunikacji publicznej, nie tylko kolejowych. Tylko trzeba poświęcić trochę czasu, a sporo osób chciałoby mieć wszystko podane na tacy, a najlepiej za darmo.Wiadomo, bilety wstępu kosztują, ale przecież nie trzeba zwiedzać wszystkich muzeów, aby poczuć atmosferę kraju, nie trzeba stołować się w modnych restauracjach z kapryśną obsługą, można po prostu pojeździć, pospacerować i obserwować życie.

        Polubienie

    2. Ja akurat bardzo lubie małe czeskie miasteczka, i zamierzam o nich pisać. Tyle że doskonale wiem, że i tak nikt tego nie przeczyta więc, to dla mojej frajdy jest. A są blogerzy komercyjni, którzy jeżdżą do Czech, potem reklamują Liberec czy hostele w Pradze albo ferie w Karkonoszach. Autor niestety, do tego zacnego grona i nas zaliczył, zapewne sugerując się tym, że niemożliwe Mu się wydaje że ot tak Czechy mi się podobają. A my akurat lubimy jeździć do Czech, nawet kilkanaście razy do roku, o czym sam wiesz bo śledziśz nas od początku. A dla ziejącego jadem Autora – wcześniej nie pisałem o Czechach, bo nie miałem na to czasu i bardziej kocham Bałkany.

      Polubienie

  3. Idąc tokiem rozumowania autora, blogerzy przede wszystkim powinni unikać jeżdżenia po Polsce, która dla turysty jest znacznie droższa od Czech. Np. czeskie koleje są kilkakrotnie tańsze od polskich, oferując znacznie lepszą jakość. Co do noclegów, to kwatera z łazienką i aneksem kuchennym traktowana jest w Polsce jako produkt premium i jej cena potrafi być wyższa niż np. w Austrii albo Włoszech.

    Polubienie

  4. Whatever bo w sumie tekst mi się podoba. Gratuluję jaj i odwagi, zaraz zlecą się tu blogerzy z towarzystwa wzajemnej adoracji, bo jednak szkody wizerunkowe są coraz większe. Ziarno prawdy zasiane przez Darka zaczyna dawać prawdziwe plony i coraz więcej osób widzi, jak komercyjni blogerzy działają. Aczkolwiek Twój wpis nawet dla nas był trochę szokiem. Dlatego też wielu z nich nawet nie wspomina że podróż była sponsorowana. Wiesz Ty nie masz nic do stracenia bo robisz tak jak my bloga dla frajdy Oni dla szmalcu. Co ciekawe na wielu blogach kosmetycznych w zasadzie już nie ma tekstów podróży na własną rękę. Zdradzisz która to była uznana blogerka?

    Polubienie

    1. Myślę, że gdyby ktoś przez kilka tygodni męczył Cię pytaniami typu „znasz jakieś hotele, które dają nocleg za wpis na blogu” czy „a może masz w tym kraju znajomych, którzy mogą przenocować mnie za darmo” lub „czy z tobą lub z kimś z twoich znajomych mogę się zabrać tu czy tam, w ramach przysługi” to też byś napisał podobny tekst. Zwłaszcza, że zjawisko jest w miarę powszechne, a potem tacy cwaniacy wożą się za cudze pieniądze, a potem dają dobre rady jak podróżować za grosze. No więc czemu nie posunąć się o krok dalej i opisać, jak takie podróżowanie wygląda? Zwłaszcza, że wielu czytelników blogów podróżniczych ma potem złudne nadzieje, że oni też tak mogą… . Nie chcę tu piętnować konkretnych osób, tylko zjawisko. Moim zdaniem to nieetyczne i tyle.

      Za nieetyczne uważam też ukrywanie, że wpis powstaje we współpracy z marką. Nie widzę nic złego w sponsoringu, ale uważam, że czytelnik powinien być tego świadomy. Wiadomo, że relacja z każdego wyjazdu, czy opłaconego z własnej kieszeni czy przez sponsora jest subiektywna, ale nie ma siły, te z wyjazdów sponsorowanych są subiektywne w dużo większym stopniu.

      Polubienie

      1. Heh przeczytaj nasz ostatni wpis, i komentarz pewnego komercyjnego blogera pod nim. Nas też to co opisujesz wkurza i nie podoba się. Pewna komercyjna blogerka, z bloga Serbia według blondynki, wydaje przewodnik w którym radzi, jak zaoszczędzić 3 zł, wchodząc do atrakcji turystycznych przez dziury w płocie. W dodatku pod tym podpisuje się uznane wydawnictwo. Ale sam też widzę po komentarzach że jednak wieki czytelników, innych blogerów zaczyna myśleć. Takie wpisy jak Twój, Darka, czy my czasami i tym zjawisku wspominamy, działaja. Oni tzn komercyjni blogerzy nie mają żadnych zahamowan i zasad a chciwość i pazernosc ich jest ogromna. Pewien znany blog o podróżach gdzie życie się toczy, chwali się że ma xxxx przychodu a zaraz wcześniej prosi o parę groszy na serwer, bo taki biedny niby jest. Można takie przykłady mnożyć, ciekawe że jeszcze ludzie dają sobie wodę z mózgu robić. Działania Tej blogerki idealnie wpisują się w ich brak zasad moralności i pazernosci na szmalec.

        Polubienie

  5. Ja jeżdżę za tzw. grosze. Objechałam Słowację, Czechy, Węgry, Polskę, Rumunię, Serbię „na dziko”, tzn. śpimy w aucie lub namiocie gdzieś w lesie albo na łące. Myjemy się i pierzemy w plastikowej misce, gotujemy w kociołku na ognisku, czasami wejdziemy do pubu na browara albo do taniej knajpy, ale głównie gotujemy sobie sami na ogniu. Wodę wozimy w baniakach i czerpiemy ze studzienek, zrodełek, rzek itd (mamy filter do wody, w razie czego). Nie wchodzimy do każdego muzeum, tylko do tych, które nas interesują. Wiele atrakcji jest darmowych tj. kanion rzeki Uvac w Serbii czy Kaďa w Liptovskim Janie na Słowacji. Największy koszt to paliwo, ale też nie jakieś kokosy, bo zrzucamy się na benzin. Zawsze bierzemy kogoś do auta ze znajomych (mamy 8 miejsc w Transporterze). Koszt wyjazdu de facto niewiele większy od tzw. siedzenia w domu. Tylko niewiele osób chce tak jezdzić, bo to strach, bo łazienki nie ma id 🙂 Część rodziny myśli, że mam coś z głową, że tak jeżdżę, ale ja po prostu nie lubię hoteli, zatłoczonych kurortów, rezerwowania noclegów, tourist trapów. Wolę kontakt z miejscowymi, kontakt z przyrodą, wolność. Jeden pan pod brneńską prehradą na południu Moraw widząc nasz obóz skomentował: „Jak Cikani!” xD Btw. nie piszę żadnego travel bloga, bo jestem za leniwa.

    Polubienie

    1. Kasiu, ale jedzenie kupujesz, autem jeździsz własnym i na nikim nie żerujesz, prawda? I to jest właśnie różnica między wyjazdem oczędnym, a takim na czyjś koszt. Twój sposób podróżowania mi się bardzo podoba. Źle by było wytedy, gdybyś się notorycznie obcym ludziom na posiłki i noclegi wpraszała nie dając nic w zamian.

      Polubienie

  6. Pomijając większość tekstu, który celnie kopie wiele złych zachowań, to akurat do autostopu w Rep. Czeskiej nie mam większych zastrzeżeń. Tzn. łapie mi się go stosunkowo szybko, nawet z wielkim plecakiem. Kilka czeskich muzeów też można odwiedzić za darmo, więc ktoś mógłby się przy tym polansować 😉

    Polubienie

  7. Widzę, że nowy sezon zaczynasz z grubej rury i z pazurem 😉 Mocny tekst i ważny, choć wielu osobom z branży pewnie się nie spodoba tak duża dawka prawdy. A ja doceniam. Bo mnie też to wkurza. I nachalnie linki afiliacyjne np. do Airbnb, i wychwalanie pod niebiosa foto książek. I żebractwo „dajcie na domenę, dajcie na serwer”. I wciskanie wszelkiego gówna za pomocą clickbaitów.

    Polubienie

    1. Uchylę rąbka tajemnicy w związku z żebraniną na serwer. Ja za hosting na którym mam 25 GB miejsca na pliki plus za domenę płacę 300 zł rocznie. Pan z Rowerem który chwali się że zarabia 10.000 zł miesięcznie, prosi o „parę groszy, które będzie miał na serwer”. Ja wszystko rozumiem ala żeby komuś było szkoda wydać 300 zł na serwer przy przychodach, którymi się chwali wszem i wobec i podaje, że jest to 10.000 a koszt 300 zł (!!!!!!) chce przerzucić na czytelników… Tak działają komercyjni blogerzy właśnie.

      Polubienie

      1. Facet otwarcie przyznaje ile zarabia i szczerze mówi, na co chce szmal od czytelników. Gdzie tu tajemnica?
        Co Twój komentarz miał na celu? Chciałeś się pochwalić ile za hosting płacisz czy ulżyć klasycznemu bólowi dupy, że ktoś ma czelność kosić siano za blog?
        Widzę, że usiłujesz podpiąć się pod cudzy wpis i paru osobom przy okazji obrobić dupę. O ile autor napisał ostro ale w graniach przyzwoitości, tak ty się kompromitujesz obgadując ludzi zaplecami, w imię „uchylania rąbka tajemnicy”. Żenada i groza.

        Polubienie

        1. Po części się z Tobą zgadzam, Irku. Uważam, że należy piętnować zjawisko, nie konkretne osoby. Publiczne dowalanie tej czy innej osobie jest dziecinnym zachowaniem, które prędzej czy później wywoła kolejną falę agresji. A potem będzie płacz i zgrzytanie zębów „bo oni mnie nie lubią”, „bo mnie straszą i szykanują” itp. itd. . Brudy pierze się face 2 face, a nie na forum publicznym. Robienie osobistych wycieczek względem „wrogów” na oczach widzów jest zwyczajnie tanie.

          Polubienie

    2. A co ci przeszkadzają testy fotoksiążek? Ja u siebie na blogu taki test książki od Saal Digital wykonałam i nie czuję ujmy na honorze. Ale zawsze znajdzie się osoba, która musi mieć ból dupy.

      Polubienie

      1. Nie chcę się wypowiadać za kogoś, ale mogę Ci powiedzieć, że ja osobiście uważam takie testy z kompletną bzdurę.
        Po pierwsze, żeby coś wiarygodnie ocenić, trzeba mieć porównanie. Tzn. położyć obok siebie kilka książek od różnych producentów i uważnie im się przyjrzeć. Z ciekawości przeczytałem kilkadziesiąt takich „testów” i większości wykonywali je blogerzy, którzy po raz pierwszy mieli taki produkt w ręku.
        Po drugie, Saal Digital takim rozdawnictwem strzela sobie w stopę. Każdy myślący człowiek dojdzie do wniosku, że skoro ładują tyle kasy w darmowe książki to muszą mieć je wkalkulowane w regularne ceny. A skoro tak, to każdy, kto za tę książkę płaci – przepłaca. Proste.
        Po trzecie, nie zafundowałbym swoim czytelnikom takiego tekstu, bo podobne są na setkach innych blogów. A ja czas moich czytelników szanuję i wolę im dostarczyć ciekawszą lekturę.

        Polubienie

  8. A ja się zgadzam, że żebranie na serwer gdy wcześniej chwalimy się że zarabiamy xxx tysięcy jest słabe i nieprofesjonalne. Chcesz to płać aczkolwiek żebranina na serwer, najlepsze noclegi i foto książki to kretynizm. Ciekawe czy jacyś czytelnicy się na to nabierają? Ja szczerze mówię sobie i innym za na ŻADEN serwer płaciła nie będę. Foto książek też nie będę kupowała a Autor oraz Darek i Marcin maja absolutnie rację.

    Polubienie

  9. Chciałabym tylko jeszcze napisać parę słów na temat wpisu. Autor celnie wali z armaty w komercyjnych blogerów, którzy uśmiechają się do nas ze swoich blogasków w tysiącach selfie, pięknych wnętrz hotelowych (za które jak się teraz okazuje nic nie zapłacili), z cudownej Bratysławy, Bieszczad w deszczu, pięknego Hannoweru czy luksusowego pociągu i innych miejsc, które są wychwalane pod niebiosa. Osobiste wycieczki są takie sobie ale jednak mnie też krew zalała jak się zorientowałam że cudowny weekend w Helsinkach czy ekstra wypad do Poczdamu na blogu powiedzmy to „niezależnej w domu” to podróże sponsorowane. Chyba mam prawo widzieć, że jestem nabijana w butelkę, bo byłam świecie przekonana, że eko blogerka i zielona podróżniczka z własnej woli tam się udała. Poniekąd rozumiem wściekłość innych osób na inne blogi czy to rowerem się toczy czy wspomniana przez Ciebie Serbia wd Rudej – Ona ma chociaż na tyle uczciwości że informuje że wpis jest sponsorowany. Najbardziej mnie drażni to co i Ciebie – czytelnik powinien wiedzieć, że bloger pisze wpis sponsorowany. Podobno zresztą pisane one są z gotowych materiałów które blogerzy dostają od sponsora. Jasne postawienie sprawy też by zamknęło krytykę, kto by chciał to by uwierzył we wpis a kto nie to nie. Nie wiem czemu tak wielu blogerów się boi jasno postawić sprawę, że tak, piszę sponsorowane wpisu bo przecież z czegoś muszę żyć. Są one jakie są ale ukrywanie przed czytelnikami tego faktu a potem pisanie że za 100 zł spędziłam fantastyczny weekend w Helsinkach to przesada.

    Polubione przez 2 ludzi

  10. Smutno mi to pisać, ale blogosfera podróżnicza to totalna patologia. W tych kręgach nie ma mowy o bezinteresownej pomocy. Potworzyły się kółeczka wzajemnej adoracji, a i tak wszyscy sobie obrabiają dupy za plecami. Jeśli nie wolno tu przeklinać to przepraszam, ale emocje mnie poniosły. Burackie zachowania pod czas podróży to jedna sprawa. Żerowanie na innych w Polsce to temat na książkę. Nie wiem czy znacie taki katalog blogów podróżniczych „blogi podróżnicze pl” – nie podaję w formie linku, bo nie wiem czy autor pozwala. Otóż by dodać tam bloga trzeba zapłacić 50 zł. Serwis prowadzi nie kto inny jak „grupa blogerów podróżniczych”. To się nazywa zachłanność!

    Polubienie

    1. Nie chcę tu robić za adwokata diabła ale… nie masz racji. Za blogipodroznicze.pl odpowiada Polskie stowarzyszenie blogerów i vlogerów – info w zakładce regulamin http://www.blogipodroznicze.pl/regulamin/
      W sumie nawet nie miałem pojęcia, że takowe jest 😉 https://www.money.pl/rejestr-firm/nip/118-21-02-740/kod-pocztowy/01-949/
      Niestety mają lekkie problemy organizacyjne do domena internetowa http://psbv.pl jest na sprzedaż.

      Polubienie

  11. Kiedyś słuchałam w radio reportaż o pewnym praskim bezdomnym. Otóż pan ów od wiosny do wczesnej jesieni żebrze w Pradze i zawsze uda mu się uzbierać tyle, by… kupić sobie bilet na Kanary. I od kilku lat każdą zimę spędza na Wyspach Kanaryjskich, gdzie oczywiście ze względu na temperaturę znów nie musi się martwić o nocleg itp. Mało tego, jest już tam tak znany, że wielu właścicieli restauracji zostawia mu resztki po gościach. Tam znów żebrze lub czasem coś dorobi, dzięki czemu na wiosnę może odlecieć z powrotem do Czech. I tak co roku. 🙂 Wniosek? Naprawdę nie trzeba mieć pieniędzy by lecieć na półroczne wakacje i w ogóle by podróżować. 😉 😉
    Co do zasady to jednak zgadzam się z Tobą. 🙂 Co prawda rzeczywiście pewne destynacje są tańsze od innych (nie sposób za tą samą kwotę objechać Kambodży i Wielkiej Brytanii), no i rzecz podstawowa: poziom komfortu. Jednak czasem chęć „zaistnienia” doprowadza do nadużyć… Zwłaszcza, że dla nas zwykle 3 czy 5 dolarów to drobniaki, a dla miejscowego spory zarobek, którego go pozbawiamy…

    Polubienie

A Ty co o tym sądzisz? Podziel się opinią i skomentuj!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s