Muzeum železné opony Valtice (muzeum żelaznej kurtyny)


Muzeum železné opony Valtice (muzeum żelaznej kurtyny) działa w niewielkim budynku, należącym dawniej do straży granicznej, na przejściu granicznym Valtice – Schrattenberg. Ekspozycje prezentują historię ochrony granic od czasów pierwszej republiki do momentu upadku ustroju socjalistycznego. Wśród eksponatów znajdują się m.in. elementy wyposażenia posterunków granicznych, umundurowanie oraz broń. W jednym z pomieszczeń znajduje się zrekonstruowana „żelazna kurtyna” czy model płotu granicznego.

Muzeum żelaznej kurtyny w Valticach wydaje się małe i z początku byłem nieco rozczarowany, że tak niewiele zobaczę mimo dość wysokiej opłaty za wstęp. Jednak szybko zmieniłem zdanie, bo w niewielkiej przestrzeni zgromadzono dużą ilość naprawdę ciekawych i wartościowych eksponatów. Co nietypowe, większość z nich można wziąć do ręki i pooglądać z bliska. Ekspozycję opisaną w trzech językach (CZ, EN, DE) można oglądać samodzielnie lub w towarzystwie przewodnika. Drugi wariant jest zdecydowanie ciekawszy, bo pracownik muzeum od dziecka mieszka w okolicy i ciekawostek związanych z nielegalnym przekraczaniem granicy zna naprawdę dużo.
Budynek, w którym mieści się muzeum, od momentu wyprowadzenie się z niego staży granicznej, nie przeszedł poważniejszych remontów czy przebudowy, więc można go potraktować jako eksponat sam w sobie. Jednym z ciekawszych pomieszczeń jest areszt z oryginalnymi pancernymi drzwiami. Ogólnie w całym budynku panuje dość specyficzna atmosfera, włączając w to nawet charakterystyczny dla wszelkich komisariatów czy posterunków zapach, którym przez kilkadziesiąt lat przesiąknęły ściany.
Na poddaszu urządzono salę projekcyjną, w której można obejrzeć miks archiwalnych filmów poświęconych pracy straży granicznej. Jednym z ciekawszych jest fragment ukazujący metody kontroli pociągów towarowych.

Zobacz też: Minaret w Lednicach

Jeśli jest się „w pewnym wieku”, muzeum železné opony Valtice jest miejscem, z którym nie sposób się nie identyfikować. Doskonale zdaję sobie sprawę, że dla sporej grupy dzisiejszych użytkowników internetu opowieści o żelaznej kurtynie są niczym bajka o żelaznym wilku. I z całego serca życzę im, żeby tak zostało. Jednak jeśli ma się lat 40+ to słowa „żelazna kurtyna” odbiera się w sposób mocno emocjonalny. Warto sobie przypomnieć czym był ten twór. Tu wcale nie chodziło o konieczność pokazania paszportu podczas przekraczania granicy, a o kompletną izolację. Młodzi mogą nie wiedzieć, starsi nie pamiętać, czym w czasach demokracji ludowej dla Polaków był wyjazd poza kraje należące do obozu komunistycznego. Po pierwsze należało mieć paszport. Do demoludów można było wyjechać na dowód osobisty z wkładką paszportową, na „zachód” wyłącznie z paszportem. Żeby dostać paszport trzeba było mieć powód. Sama chęć wyjazdu za granicę powodem nie była, potrzebny był konkretny cel np. legalna praca na kontrakcie itp. Posiadanie paszportu nie gwarantowało wyjazdu. Dokumentu nie trzymało się w domu, przed wyjazdem podbierało się go w komendzie MO w zastaw pozostawiając dowód osobisty. Bywały przypadki, że ktoś paszport posiadał, a na oczy go nie widział, bo władze uznały, że nie ma powodu jechać za granicę. Aby wyjechać należało mieć legalne dewizy, czyli albo wymienione po państwowym kursie w kasie PKO albo z legalnej pracy za granicą. Oraz wizę do danego kraju, którą załatwiało się w ambasadzie. Bo i krajom zachodnim średnio zależało, aby gościć ludzi z demoludów. Aby taką wizę dostać, trzeba było mieć zaproszenie od obywatela kraju, do którego się wyjeżdżało, albo kupę kasy, która gwarantowała, że delikwent będzie miał za co przeżyć w kraju docelowym. Oczywiście łatwiej było wyjechać na wycieczkę zorganizowań przez biuro podróży, problem w tym, że kierunki zazwyczaj nie były zbyt atrakcyjne. A jeśli były, to wycieczka kosztowała tyle, ile wynosiły średnie roczne zarobki przeciętnego obywatela. Tak więc na poznanie „zgniłego zachodu” mieli szansę nieliczni. Sytuacja wyglądała podobnie i w pozostałych krajach socjalistycznych. Biorąc pod uwagę tragiczne warunki życia w krajach komunistycznych, trudno się dziwić, że byli ludzi, którzy desperacko starali się wydostać na zachód czy też północ, tam gdzie żyło się normalnie. Zwłaszcza, jeśli te normalne życie toczyło się tuż za płotem z drutu kolczastego.

Muzeum železné opony Valtice to świetna lekcja historii i swego rodzaju przestroga, co może się wydarzyć, gdy do władzy dorwie się banda oszołomów. Choć tu nawet bandy nie trzeba, wystarczy jeden, a przekonywujący. Warto tam zajrzeć choćby dla refleksji. W ciągu kilku dekad nasza część Europy przeszła kolosalne zmiany, które z biegiem czasu zaczynamy coraz mniej doceniać. To co kiedyś było wielkim przywilejem dziś jest dla nas taką oczywistością, że przestaliśmy ją szanować. Zasieki z drutu kolczastego, ogrodzenie pod napięciem i pas min. Czy tego naprawdę chcemy?

Na mnie ekspozycje podziałały dość mocno, więc nie pozostaje mi nic innego jak muzeum polecić. A jeśli jesteś poszukiwaczem oryginalnych prezentów z podróży to w muzeum możesz kupić dość oryginalne gadżety. Prócz standardowych kubeczków, magnesów czy pocztówek jest też muzealne piwo oraz zestaw konserw mięsnych stylizowanych na komunistyczne. Jedynym minusem jest brak terminala i konieczność płacenia gotówką, co mocno studzi zakupowe zapędy.

Informacje praktyczne (aktualizacja 25.07.2018)
Muzeum železné opony Valtice
Adres: Hraniční přechod 483, 691 42 Valtice
Internet: WWW  Facebook
Cennik (płatność tylko gotówką): bilet wstępu – 100 Kč dorośli; studenci, dzieci 70 Kč; bilet rodzinny 220 Kč. Parking bezpłatny przy muzeum.

4 myśli w temacie “Muzeum železné opony Valtice (muzeum żelaznej kurtyny)

  1. Ja z kolei byłem mocno zawiedziony. Niektóre instalacje mocno naciągane, cała zawartość dałaby się skomasować do jednej wystawy a płacimy naprawdę sporo. Zwiedzanie zajęło mi może 30 minut (a czytam tabliczki dokładnie). Trochę szpeju, trochę broni, na ścianach trochę kserówek i parę kolorowych tablic. Muzea militarne, historyczne i techniczne to moja pasja i widziałem ich wiele. To jest grubo poniżej przeciętnej, a jesli weźmiemy pod uwagę cenę biletu to już się robi niesmacznie. Chyba, że to efekt zamierzony aby zwiedzający wczuł się w klimat tamtych czasów, czyli gdzie się nie obrócisz – zawsze wiatr w oczy, z zewnątrz propaganda zachwala uroki przybytku a jak wejdziesz to okazuje się że cię oszukano. Dobrze, że nie posunięto się do pełnego realizmu i można stamtąd chociaż swobodnie wyjść.

    Polubione przez 1 osoba

A Ty co o tym sądzisz? Podziel się opinią i skomentuj!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.