ZOO Safari Dvůr Králové


Na wizytę w ZOO Safari w Dvůr Králové nabrałem ochotę w ubiegłym roku, po obejrzeniu bardzo ładnych ulotek reklamowych. No bo kto by nie chciał wziąć udziału w safari? Zobaczyć lwa z bliska? Spędzić kilku godzin w jednym z największych i najfajniejszych ogrodów zoologicznych w Czechach? Uwaga, będzie spoiler! Ja, już nigdy więcej. Bo ZOO Safari w Dvůr Králové to jedna z najbardziej przereklamowanych atrakcji turystycznych w całej Republice.

Tekst zawiera przekleństwa i zwroty, które mogą uchodzić za obraźliwe.

Ale zacznijmy od początku… .

ZOO Safari w Dvůr Králové odwiedziłem w szczycie wakacyjnego sezonu. Nie kupowałem wcześniej biletu przez internet, niejako godząc się na czekanie w długiej kolejce do kasy. Na miejscu okazało się, że kolejek nie ma. Jednym bipnięciem moja karta została obciążona kwotą 230 koron i mogłem oddać się zwiedzaniu. Przez moment pomyślałem, że 230 koron to trochę dużo. Że jest to chyba najdroższe zoo w Czechach. Że nawet w Pradze jest taniej. Ale co tam! Safari!!! Idę na safari!!!

Pierwsze wrażenie pozytywne, choć lemury gdzieś wywiało.
Jak widać na mapie, część piesza (z prawej strony) jest malutka. Rozległy obszar zajmujący centralną i lewą część mapy to teren safari dostępny za dodatkową opłatą. W tej sytuacji opłata za wstęp w wysokości 230 koron jest nieco absurdalna.
W zoo zieleni jest dużo i jest dobrze utrzymana. Nie zmienia to faktu, że inne ogrody w Czechach są na podobnym poziomie.

Ogród podzielony jest na dwie cześć. Pierwsza dość niewielka i tradycyjna, gdzie znajdują się pawilony i małe wybiegi. Druga, to duży teren zwany safari, po którym można poruszać się autobusem, truckiem lub własnym autem. Pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne i nieco łagodzi pewien niesmak związany z wysokością opłaty za wstęp. Fajnie utrzymana zieleń, ładne klomby z kwiatami, może nie super nowe, ale zadbane pawilony. Tylko zwierząt jakoś mało. No, ale skoro główną atrakcją jest safari, to nie będę się czepiał, pomyślałem. Obiektywnie rzecz biorąc to, co widziałem było fajne. Ciekawie zaaranżowany pawilon z małpami zachęcał do dłuższego postoju. Podobnie jak pawilon z gadami i rybami. ZOO Safari w Dvůr Králové jest domem dla około 270 gatunków zwierzą. Głównie kopytnych z rejonu Afryki. Jeśli ktoś nie jest wielkim fanem rogacizny, dość szybko zacznie odczuwać niedosyt. Gdy już powoli zaczynałem się nudzić, trafiłem na nieco kiczowatą ale bardzo fotogeniczną afrykańską wioskę, która przez kilka chwil cieszyła moje oczy. Taka typowa atrakcja dla dzieciaków. Po dobrej godzinie łażenia miałem ochotę na kawę. Zacząłem rozglądać się za automatem i… nic. Nie ma automatów z kawą. Nie ma automatów z napojami. Czy ja na pewno jestem w Czechach?

Jedyny automat. Ceny wysokie, zaopatrzenie jak widać. Kiepsko. Bardzo kiepsko. #gdziejestkawa

Pawilon z małpami. Jedna rzecz zwraca uwagę – jest ponadprzeciętnie czysto. To jedna z niewielu zalet tego zoo – świetne warunki, w jakich żyją zwierzęta.
Pawilon z płazami i rybami. Przestronnie i klimatycznie.
Do zoo można wejść z psem. Ale uwaga… za psi bilet zapłacisz 100 koron!
Plusem jest to, że praktycznie wszędzie są ławki, na których można usiąść i popatrzeć na zwierzęta. Jednak odnoszę wrażenie, że są to najdroższe ławki w całej Republice.

O suchym pysku udałem się do części ogrodu, z której odjeżdżają trucki na safari. Konieczność wydania kolejnych 80 koron nieco ostudziła mój zapał. Może dlatego, że pani poprosiła o gotówkę. Licząc drobne spytałem kiedy jest odjazd. Okazało się, że wolne miejsca są za… 3 godziny. Ponieważ nie za bardzo miałem pomysł, co robić przez tyle czasu, podziękowałem i udałem się na drugie safari, obsługiwane przez autobusy. Tam, że względu na trasę pozbawioną lwów, chętnych było mniej. Zapłaciłem 50 koron za bilet i po 20 minutach siedziałem w autobusie ciesząc się na nowe doznania. Tu mała ciekawostka. Jeśli uważne czytasz ten tekst, to pewnie załapałeś, że wizyta w zoo kosztowała mnie już 280 koron. A wierz mi, że to nie koniec wydatków.

Tak, 230 kron za wstęp to zbyt mało. Kolejne 50 koron i ruszamy w drogę.
Auto za autem. I tak przez całą drogę.

Opcja premium czyli truck.
Takie pasjonujące widoki zobaczysz za 50 koron. O ile wydanie 80 koron za przejażdżkę wśród lwów może mieć sens, tak safari autobusem można sobie spokojnie darować.

Safari autobusowe miało trwać około 20 minut. Jak się okazało, było to bardziej „około” niż „20”. Trasę o długości 4,5 km przejechaliśmy w czasie 12 minut, lewą stroną drogi wymijając prywatne samochody. Bo prywatnym samochodem na teren safari też można wjechać za dodatkową opłatą w wysokości 195 koron, choć szczerze mówiąc budzi to mój wewnętrzny sprzeciw. Pomysł samochodowego safari sam w sobie nie jest zły. Jedziesz sobie wolniutko, popatrzysz raz tu, raz tam. Staniesz na chwilę i cykniesz kilka fotek, temu zwierzakowi, którego już roznosi z chęci kontaktu z tobą. Mhm, tak by było w idealnym świecie. W praktyce, po safari w zoo jeździ się równie fajnie, jak po parkingu pod supermarketem. Z bliska widziałem jedynie żyrafę. Cała reszta zwierzątek rozsądnie trzymała się z daleka od drogi. Może nie lubią oddychać spalinami? A może niemiły im dźwięk samochodowych silników? Powiem szczerze – jak na tak mały teren samochodów było stanowczo za dużo. Między nimi lawirował nasz autobus, gdzieś tam w tle pojawiały się trucki z przyczepami. Stwierdzam za smutkiem, że byłoby fajnie, gdyby ktoś nie był tak pazerny na kasę i wprowadził ostre ograniczenia w ilości zmotoryzowanych zwiedzających. W obecnym kształcie cała zabawa nie ma sensu. W dodatku mam wątpliwości natury etycznej. Nie jestem proekologicznym oszołomem. Jem mięso, jeżdżę dieslem. Mimo to nie uważam, żeby warkot silnika na niskim biegu był przyjazny zwierzętom. I do tego spaliny. Na safari można wjechać każdym autem, bez względu na stan silnika i emisję spalin. Czy to jest dobre dla tych zwierząt? Jakoś mi się nie wydaje. A aut po safari jeździ dużo. Zdecydowanie za dużo. Wracając do tematu, osobiście uważam, że safari autobusowe nie jest warte tych dodatkowych 50 koron. Być może safari truckiem, za 80 koron, jest ciekawsze, ze tego względu, że trasa prowadzi przez wybieg dla lwów. Ale jakość odeszła mi ochota by to sprawdzać.

Część afrykańskiej wioski.

Mocno rozczarowany postanowiłem wreszcie coś zjeść. W zoo działa sporo punktów gastronomicznych, niestety ilość nie przechodzi w jakość i wybór dań jest mocno dyskusyjny. Ze względu na masakryczny tłok w restauracjach zdecydowałem się na bufet, który nie specjalizował się w obsłudze wycieczek i złożyłem zamówienie. Nic wyszukanego, prosty placek ziemniaczany z serem. I piwo. Bezalkoholowe. Zapłaciłem 99 koron za jeden(!) placek, oraz 45 koron za Birella. W czasie, gdy moje jedzonko radośnie surfowało po na mikrofalach zacząłem się zastanawiać, ile ostatnio płaciłem za bezalkoholowe piwo. W sklepie jakieś 18 koron, w jadłodajniach koło 25, pod mega turystycznym zamkiem Karlštejn jakieś 30, w drogiej knajpie przy Austriackiej granicy 40. Drożej jest chyba tylko w Pradze i to na Václaváku. Moje gratulacje, nagroda na ździercę roku została właśnie przyznana.

Oferta gastronomiczna bogata jest tylko pozornie.
Specjalność baru u słonia – placek ziemniaczany
Te uroczeni danie kosztuje około 16 złotych (bez piwa). Za tyle kasy dostajemy stary i zjarany placek ziemniaczany z przybraniem z niedomytego ogórka. Kto normalny podaje taki syf?!
Birell w puszce 0,5 litra kosztuje w markecie 17 koron. W hurtowni pewnie trochę taniej.

Chwilę później zawołano mnie po odbiór zamówionego jedzenia i nastąpił moment, którego wstydzę się do tej pory. Zamiast grzecznie poprosić panią, żeby zabrała sobie to gówno i oddała mi kasę, karnie wziąłem talerzyk i usiłowałem jeść. Placki ziemniaczane to jedna ze sztandarowych czeskich potraw. Można je zamawiać w ciemno prawie wszędzie i będą smaczne, a na pewno jadalne. W pożal się boże bufecie, spieprzyli sprawę po całości. Po pierwsze placek był stary. Ktoś go usmażył dawno temu i porzucił na długie godziny. Po drugie były zrobiony z kiepskiego ciasta przyprawionego jedynie dużą ilością soli. Totalna klapa. Po trzecie, żeby podbić cenę i uczynić danie bardziej gourmet, do środka napchano najtańszy ser pleśniowy, a potem całe to cudo wepchnięto do mikrofalówki i całkowicie zjarano. Każda inteligentna małpa wie, że mikrofalówka wysusza żarcie, zwłaszcza przy brzegach. Więc nim 3 cm kawałek sera wsadzony w środek się rozpuści, to brzegi placka szlag trafi. I trafił. Czułem się, jakbym gryzł skórkę czerstwego chleba. Smętnie przeżuwając zacząłem przyglądać się dekoracji – sflaczały ogórek i lekko przechodzone pomidorki koktajlowe. Zafascynował mnie ten pierwszy, a ściślej forma, w jakiej trafił na talerz. Nie wiem komu biedak tak się naraził, że został porąbany. Po pokrojeniem tego nazwać absolutnie nie można. Tematu brudnej i zapiaszczonej skórki nie będę rozwijał, bo na samą myśl, chce mi się płakać. Ze złości, że usiłowałem mimo wszystko to zjeść, zamiast pieprznąć nim o ladę, za którą stała cwaniara, która ma czelność za grubą kasę naciągać ludzi na coś, czym nikt normalny nawet by wieprza nie nakarmił. Wierz mi, że gdyby stanowczo zaprotestowało choć kilka osób dziennie i serwowane potrawy rozsmarowałoby po szybie tego uroczego przybytku, jakość dań bardzo szybko ulegałby poprawie. Niestety, jak ostatni baran, potulnie dołączyłem do stada strzyżonych owieczek. Nie dałem rady zjeść tego placka nawet do połowy. Lżejszy o blisko 150 koron i dalej głodny, choć napity udałem się na dalsze zwiedzanie.

Na terenie zoo jest kilka placów zabaw. Największy, bezpłatny 😉 zlokalizowany jest przy wejściu do zoo i restauracji.

Dalsze zwiedzanie jest określeniem nieco na wyrost, bo zdałem sobie sprawę, że widziałem już wszystko, co do zobaczenia było. No, prócz tej dłuższej trasy safari. Niestety po niebyt intersującej trasie krótszej i gównianym obiedzie, nie miałem ochoty zostawić w zoo ani grosza więcej. Jedyne, o czym marzyłem to porządny obiad.

Nie twierdzę, że ZOO Safari w Dvůr Králové jest kompletnie chujowe. Nie jest. Zoo same w sobie jest w porządku. Choć małe (bo duży teren safari się nie liczy, skoro poruszamy się po nim autobusem, asfaltową drogą), specjalizujące się w konkretnej i jak dla mnie mało ciekawej grupie zwierząt, może dostarczyć przyjemności z odwiedzin. Niestety ceny, które właściciele tego przybytku liczą sobie za wejście i dodatkowe atrakcje, są kompletnie nieadekwatne do tego, co oferują w zamian. Że safari jest dodatkowo płatne, to rozumiem. Ale z jakiej racji liczą sobie 230 koron za podstawowy wstęp do części, która niczym ale to kompletnie niczym się nie wyróżnia na tle innych, sporo tańszych ogrodów zoologicznych to dla mnie tajemnica. Kolejna pomyłka to ceny w punktach gastronomicznych. Na ten temat już nawet mi się nie chce pisać. W każdym innym zoo jest choć kilka automatów z tanią kawą i napojami. Tu automat jest jeden. A takie ceny napojów jak w tym automacie to ja widziałem jedynie na lotnisku. Jak to jest możliwe, że tak drogie zoo w tak małym mieście ma rację bytu? Uchylę ci rąbek tajemnicy. W zoo słychać prawie wyłącznie język polski. Zwiedzających z Czech jest tam bardzo, bardzo mało. Przeważają Polacy. Głównie wycieczki zorganizowane. Jak bardzo szanuje się tych klientów najlepiej widać po stronach internetowych zoo, które przygotowano jedynie w czeskiej i angielskiej wersji językowej. ZOO Safari w Dvůr Králové jest maszynką do strzyżenia owieczek z Polski. Przepraszam, nie strzyżenia, a obdzierania ze skóry. Owieczek, które są słabo zorientowane w temacie i zdają się nie profesjonalizm biura podróży. A branża turystyczna ma to do siebie, że klienta masowego nie szanuje. Nie ma po co. Mała szansa, żeby wrócił. ZOO Safari w Dvůr Králové to maszynka do trzaskania kasy. Dodatkowe, słono płatne programy indywidualnego zwiedzania, własny browar, wynajem sal konferencyjnych, noclegów, urządzanie eventów dla firm itd. itp.. No i ceny za wejście jak z kosmosu. Nawet zoo w Pradze, które ma do zaoferowania dużo, dużo więcej, jest tańsze!

ZOO Safari w Dvůr Králové nie polecam. W Czechach są znacznie fajniejsze i dużo tańsze ogrody zoologiczne. Jeśli koniecznie chce przyjechać akurat tu, to zrób to na wiosnę czy późną jesienią. Wtedy za wstęp zapłacisz sporo taniej. Czy dopłata do safari ma sens? Jak dla mnie średni. Są miejsca w Czechach, gdzie tygrysa można nie tylko obejrzeć z bliska, a nawet pogłaskać. I nie trzeba na to wydawać fortuny.

Zdecydowanie odradzam korzystanie z oferty gastronomicznej. Takich cen i dennej jakości nie tłumaczy nic poza krańcową pazernością. Niestety po latach przemierzania Czeskiej Republiki zauważyłem, że tam gdzie pojawia się dużo turystów z Polski, oferta gastronomiczna jest bardzo słaba. Polacy zjedzą wszystko i naciągacze o tym wiedzą. Ja popełniłem wielki błąd, że nie poprosiłem o zwrot kasy za ten „posiłek”. Ty ucz się na moim błędzie i bądź wymagający. Nie dajmy sobą kulinarnie pomiatać.

Jestem na 100% przekonany, że do ZOO Safari w Dvůr Králové już nigdy nie wrócę*. Szkoda kasy, a w Czechach są znacznie lepsze ogrody zoologiczne. Serio.

* Nie, przepraszam, wrócę. Jeśli dyrektor tego zoo zgodzi się pójść ze mną na obiad i zje jedzenie serwowane w bufecie u słonia. W całości, razem z ogórkiem. Tak, wiem, okrutny jestem.


Turistické vizitky: CZ-819.4; CZ-819.2; CZ-819.3

Żebyś nie musiał jeść w zoo, mam dla ciebie tip, gdzie w Dvůr Králové można zjeść tanio i smacznie. W centrum miasta, przy náměstí T. G. Masaryka pod numerem 57, działa prosta jadłodajnia połączona ze sklepem wędliniarskim. Za niecałe 70 koron zjesz tam prawdziwy obiad.

Widoczny na zdjęciu gulasz wołowy kosztował 64 korony. 100g mięsa, sos i knedliki. Piwo kosztowało 30 koron. Co ważne, jedzenie było smaczne.
Zapamiętaj ten adres: Dvůr Králové, náměstí T. G. Masaryka 57. Tu zjesz tanio i smaczne.

A Ty co o tym sądzisz? Podziel się opinią i skomentuj!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.