Karta wielowalutowa IgoriaCard – nią opłaca się płacić w Czechach!

Karty wielowalutowe dość szybko zyskują na popularności. Jednak mimo tego, że kilka banków ma je w swojej ofercie od dłuższego czasu, do tej pory nie było żadnej, która spełniałaby swoją rolę podczas płacenia w Czechach. Czemu? Ponieważ większość kart wielowalutowych obsługuje tylko trzy najpopularniejsze waluty: EUR, GPB i USD. Dlatego niecierpliwie czekałem na zapowiadaną od dawna kartę walutową od Igoria Trade, która miała pozwalać na bezpośrednią płatność w koronach czeskich. Karta wielowalutowa IgoriaCard w końcu trafiła do sprzedaży i…
Continue reading „Karta wielowalutowa IgoriaCard – nią opłaca się płacić w Czechach!”

Jízdenka na léto 2018 – gdzie kupić, jak używać – podstawowe informacje

Od 15 czerwca 2018 rusza przedsprzedaż biletów Jízdenka na léto przewoźnika České dráhy. Ceny nie ulegają zmianie i za wakacyjne bilety zapłacimy w koronach tyle samo, co w roku ubiegłym. Nowością jest długo oczekiwana Jízdenka na léto w wersji dla dzieci.

Continue reading „Jízdenka na léto 2018 – gdzie kupić, jak używać – podstawowe informacje”

Prague Food Festival 2018

Olaboga, festiwal się skończył! Marność nad marnościami! To już nie to, co było kiedyś! I te ceny! Czytając takie i w podobym tonie komentarze, przez dwa dni żałowałem, że kupiliśmy bilety na tegoroczny Prague Food Festival. Trzeciego festiwalowego dnia przyjechaliśmy na Vyšehrad i po czterech godzinach obżarstwa i umiarkowanego pijaństwa mogę powiedzieć tylko jedno: za cholerę nie wiem, o co tym ludziom chodzi. Było świetnie w porywach do zajefajnie i wyszehradzki park opuściliśmy we doskonałym humorze.

Continue reading „Prague Food Festival 2018”

Instagram i Facebook w podróży

Disclaimer: tekst przeznaczony wyłącznie dla osób posiadających poczucie humoru i dystans do świata. Jeśli obcy ci jest luz i nie wiesz czym są ironia i sarkazm to przeczytaj coś innego.

Zacznę od tego, że wcale nie jestem wielkim miłośnikiem mediów społecznościowych. Ich pierwotne przeznaczenie, czyli budowanie i utrzymywanie więzi między ludźmi zupełnie do mnie nie przemawia. Ale to nie znaczy, że nie można ich wykorzystać w inny, bardziej wartościowy sposób. Żyjemy w czasach, kiedy największym problemem nie jest brak dostępu do informacji, a możliwość wychwycenia wartościowych treści. Wartościowych, czyli takich, które mają dla nas konkretne znaczenie. I właśnie do tego media społecznościowe nadają się znakomicie. Pod jednym warunkiem – że korzysta się z nich z głową.

Facebook i Instagram to prawdziwie skarbnice informacji. Już dawno zastąpiły mi kanały RSS i newslettery. Do tego są najbardziej wiarygodnym źródłem opinii o knajpach i usługach. Oczywiście tylko wtedy, gdy poświęcimy chwilę na selekcję źródeł, z których te opinie pochodzą. W dodatku oba media są nieocenioną pomocą w podróży. Trudno zliczyć ile razy Instagram czy Facebook pomogły mi trafnym wyborze knajpy i obiektu do zwiedzenia czy uchroniły przed rozczarowaniem lub zatruciem pokarmowym.

Powiedzenie „jeśli nie ma cię w internecie to nie istniejesz” z roku na rok jest prawdziwsze. Może mniej odnosi się do osób prywatnych, za to do wszelkiej maści biznesów… to tak bardzo prawda! Obraz jest wart tysiąca słów – zdecydowanie bardziej wolę pooglądać na Instagramie zdjęcia dań z jakiejś knajpy, niż wertować menu. Facebook jest świetnym narzędziem do informowania o akcjach specjalnych i promocjach. Z niego wiem o wszystkim, co aktualnie dzieje się w interesujących mnie obiektach. Na przeglądanie poszczególnych stron internetowych czy czytanie dziesiątków mejli z nowinkami zwyczajnie nie mam ani czasu, ani ochoty. Przykłady można mnożyć… . Nieocenione bywają profile prywatnych osób. Te wszystkie obśmiewane zdjęcia pizzy czy kotletów są bardzo przydatne, gdy jestem w obcym mieście i zastanawiam się nad wyborem knajpy. To właśnie z Instagram mogę dowiedzieć się, jak naprawdę wyglądają dania serwowane tu czy tam. I bez większego ryzyka wybrać coś dla siebie. Wystarczy nauczyć się operowania hasztagami. A tak przy okazji, nie mam pojęcia czemu niektórzy ludzie mają ból dupy o to, że inni wrzucą do sieci zdjęcie schabowego czy innej owsianki. Po pierwsze, nie ma przymusu oglądania wszystkiego. Po drugie wolę oglądać kotlety, niż zdjęcia bobasów z pyskami wysmarowanymi jedzeniem. Tu pozwolę sobie na odrobinę prywaty i krótki apel: „Kochane „madki”, miejcie litość nad ludźmi. Widok buzi wysmarowanej jedzeniem jest równie atrakcyjny, jak widok pupy wysmarowanej kupą. Ja wiem, że wasze dziecko jest słodkie i przeurocze. Problem w tym, że słodkie i przeurocze jest jedynie dla was. Gwarantuję, że w przyszłości wasze dzieci was znienawidzą za te słitfocie. Więc po co ryzykować? Dla tych kilku lajków?”

Żeby nie być gołosłownym i nieco zachęcić cię do używania mediów w podróży, z dużym naciskiem na Instagram, poniżej znajdziesz kilka przykładowych profili, które moim zadaniem warto obserwować. Więc jeśli jeszcze nie masz konta na Instagram, to czas najwyższy. A tak, zapomniałem. Nie lubisz mediów społecznościowych, bo chcesz chronić swoją prywatność! A wiesz, że te tłumaczenie jest zwyczajnie głupie? Nikt ci nie każe niczego udostępniać. Nie ma przymusu wrzucania fot czy aktualizacji statusów. Żeby móc obserwować innych nie musisz dzielić się żadnymi prywatnymi informacjami! Przemyśl to… .

Co warto obserwować na Instagram? Różnej maści profile miejskie prowadzone przez biura informacji turystycznej. Może to dziwne, ale większość miast już od dawna promuje się w ten sposób.

Swoje profile na Instagram mają też muzea, galerie i ogrody zoologiczne i wiele innych instytucji związanych z kulturą i wypoczynkiem.

Nie zapominaj o knajpach! Promocje, happy hours, nowości w menu… to wszystko znajdziesz na Instagramowych profilach.

Kterého dáme dneska? 😎🤔 #Parkys #HotDog #Vanoce #Svacina #ToChces

A post shared by Parky´s (@parkyscz) on

Profile przewoźników kolejowych czy autobusowych oraz zakładów komunikacji miejskiej dostarczą ci informacji o promocjach albo utrudnieniach w ruchu.

Jihlava, najfajniejsze zoo w Czechach

Zoo w Jihlavie… przyznaję z wielką skruchą, że mocno zastanawiałem się czy warto tam iść. Miałem poważne wątpliwości, czy opłaca się wydać 110 kč na wstęp do niewielkiego ogrodu, w niewielkim 50-cio tysięcznym mieście. I wiesz co? Po raz kolejny przekonałem się, że warto ryzykować i pod żadnym pozorem nie ulegać stereotypom. Małe wcale nie musi znaczyć gorsze. Continue reading „Jihlava, najfajniejsze zoo w Czechach”

Rejs statkiem po Brněnské přehradě

Z czym przeciętnemu turyście nie kojarzy się Brno? Z całą pewnością ze sportami wodnym. Miasto leży co prawda u zbiegu dwóch rzek, jednak ich koryta prowadzą przez peryferia z reguły omijane przez turystów. Mało kto, zwiedzając miasto, dociera też do jego północno-zachodniej części, gdzie znajduje się sztuczny zbiornik na rzece Svratka, zwany jeziorem Brneńskim. I wielka szkoda, bo rejsy statkiem po Svratce są jedną z fajniejszych atrakcji, jaką może zaoferować aktywnym turystom największe miasto Morav. Continue reading „Rejs statkiem po Brněnské přehradě”

Co zainstalować w telefonie przed wyjazdem do Czech #1

Jak bardzo przydatny w podróży jest smartfon, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Dobrze dobrany zestaw aplikacji może znacznie ułatwić poruszanie się po świecie i zaoszczędzić masę problemów. Od kiedy na terenie Unii Europejskiej, a więc także i w Czechach, możemy korzystać z mobilnego internetu w ramach naszych krajowych pakietów danych, wręcz grzechem jest nie korzystać z dobrodziejstwa techniki. Jakie aplikacje warto zainstalować przed wyjazdem do Czeskiej republiki? Oto moje TOP 6 aplikacji, bez których absolutnie nie wyobrażam sobie podróżowania. Continue reading „Co zainstalować w telefonie przed wyjazdem do Czech #1”

Kantory w czeskiej Pradze – na to musisz uważać!

Jakiś czas temu jeden z czytelników zwrócił mi uwagę, zresztą zupełnie słusznie, że kompletnie zaniedbałem temat kantorów w czeskiej Pradze. Kursy mają bandyckie, naciągają turystów, ludzi trzeba ostrzec, a ja nic nie piszę na ten temat. Po trwającym kilka miesięcy reserschu nadrabiam niedopatrzenie, bo kantory wymiany walut w czeskiej Pradze to niestety poważny problem. Continue reading „Kantory w czeskiej Pradze – na to musisz uważać!”

Pociągiem po Czechach – podsumowanie 2017 roku

Plan jest prosty – w ciągu pięciu lat przejechać całą siecią kolejową w Republice Czeskiej. Czemu dwa lata temu przyjąłem te dość szalone postanowienie? Doszedłem do wniosku, że przyszła pora przyjrzeć się Czeskiej republice jaki i samym Czechom od nieco innej strony… Przez ostatnią dekadę zjeździłem ten kraj wzdłuż i wszerz samochodem, i choć dla mnie jest to najwygodniejszy sposób podróżowania, to jednak ma swoje ograniczenia. Po pierwsze, kierowcy umykają pewne rzeczy – przecież najważniejsze, to skupić się na drodze. Podziwianie krajobrazów, owszem, ale przy okazji. Po drugie, podróżowanie własnym autem izoluje od ludzi. A ja jestem typem podglądacza. Lubię obserwować i podsłuchiwać ludzi. Jak się ubierają, co czytają, kupują, jedzą. I chyba najciekawsze – o czym rozmawiają. Uważam, że to świetny sposób na poznanie obcej kultury i zrozumienie świata. A podróże pociągami stwarzają wiele okazji do takich obserwacji. Continue reading „Pociągiem po Czechach – podsumowanie 2017 roku”

Český Krumlov – pierwsze starcie

Republika czeska byłaby bardzo fajnym krajem, gdyby nie turyści – pomyślałem, gdy po raz kolejny nie mogłem przecisnąć się przez tłum rozgorączkowanych Azjatów, dziubiących mnie w plecy parasolkami i wymachującymi przed nosem patykami do selfi. Jedno z najładniejszych i najbardziej klimatycznych czeskich miasteczek, mimo brzydkiej pogody, przywitało mnie ruchem godnym bardziej megalotniska w Dubaju, niż statecznej średniowiecznej mieściny wpisanej na listę UNESCO. Continue reading „Český Krumlov – pierwsze starcie”

Praga dla znudzonych – Žabotlam i linia S41

Dzisiejszy wpis dedykuję nie tylko miłośnikom kolei i transportu, ale także tym, którzy interesują się codziennym życiem i historią Pragi. Macie ostatnią okazję by poznać i pożegnać legendę praskiej kolejowej komunikacji podmiejskiej – kultowe žabotlamy czyli pociągi elektryczne serii 451. Continue reading „Praga dla znudzonych – Žabotlam i linia S41”

Jakimi kartami warto płacić w Czechach

Pytanie, jaką kartą opłaca się płacić w Czechach powraca jak bumerang. Jak do tej pory żaden polski bank nie zdecydował się na wprowadzenie do oferty kont walutowych w CZK wraz z kartami, które pozwalałby na płacenie w Czeskiej Republice bez ponoszenia dodatkowych opłat. Na całe szczęście rynek usług finansowych dla turystów rozwija się prężnie i jest kilka ciekawych rozwiązań, dzięki którym płacąc w podróży możemy zapomnieć o tradycyjnych bankach. Dziś chciałby przedstawić ci trzy usługi świadczone przez firmy z segmentu fintech, dzięki którym możesz zaoszczędzić na bankowych prowizjach od transakcji zagranicznych. Continue reading „Jakimi kartami warto płacić w Czechach”

Brno, magiczne muzeum zabawek

Czy pamiętasz swoje ulubione zabawki z dzieciństwa? Sfatygowany od częstego przytulania pluszak, mała armia żołnierzyków, autko na baterie czy pudełko klocków… Skarby, bez których dzieciństwo nigdy nie byłoby dzieciństwem. Drobne przedmioty, które rozwijały naszą wyobraźnię i od małego kształtowały charakter. A wizyty w sklepie z zabawkami? Tak, w prawdziwym sklepie! Nie przed regałem w supermarkecie!

Continue reading „Brno, magiczne muzeum zabawek”

Czemu blogerzy podróżniczy nie lubią jeździć do Czech

Do napisania dzisiejszego tekstu zainspirowały mnie trzy rzeczy. Pierwszą z nich była rozmowa z jedną UBP (czytaj: uznaną blogerką podróżniczą”, która starała się wydębić ode mnie informacje jak zwiedzić Czechy za bezcen. Drugą lektura wielu blogów podróżniczych i wreszcie poniższy cytat: „Wiele osób żyje w przekonaniu, że aby podróżować trzeba mieć dużo pieniędzy. Otóż nie! Jedynym ograniczeniem są Twoje wymagania i ograniczenia, które siedzą w głowie”, znaleziony na jednym z blogów, którego nazwę pozwolę sobie zachować dla siebie.

Tekstów o podróżowaniu za darmo można znaleźć w sieci tysiące. Płodzą je głównie zawodowi blogerzy podróżniczy, ponieważ świetnie żrą i napędzają ruch na blogu lepiej niż najlepsza reklama. Zastanawiałeś się kiedyś, jak bardzo wartościowe są te porady? A znasz kogoś, kto faktycznie podróżuje za grosze? No właśnie… . Ja też nie. I mimo przeczytania setek cennych wskazówek, reklamowanych niczym prawdy objawione, w dalszym ciągu nie wiem jak można podróżować nie mając pieniędzy (i sponsora, ale na razie cicho… dojdziemy do tego za chwilę). Co ciekawe, bardzo często koszty prezentowanych podróży faktycznie są niskie! Niestety, mnie planując podobną podróż, hajs przestaje się zgadzać i nie jest to wina zepsutego kalkulatora, a kilku prostych trików, o których autorzy cennych porad woleli milczeć. Przepraszam jeśli właśnie niszczę Twoje marzenia o podróżach ale… nie da się ukryć, że podróżowanie, nawet dość blisko, wiąże się z kosztami. I nie ma co wciskać kitu, że są to niewielkie koszty. Kosztują transport, zakwaterowanie i wyżywienie. Nikt za darmo nie da ci ubezpieczenia oraz sprzętu turystycznego. Za bilety wstępu do atrakcji turystycznych też trzeba płacić, nie raz dość słono. No to jak dokonać tego ekonomicznego cudu i podróżować za grosze? Uchylę Ci rąbka tajemnicy… .

Po pierwsze musisz wybrać odpowiedni kraj lub region. Ulubionymi destynacjami wszystkich „darmowych podróżników” są Azja, Bliski Wschód i kraje, w których panuje spora bieda. To daje gwarancję noclegów za bezcen lub wręcz za darmo. Jak to możliwe? Po prostu chodzi o żerowanie na niektórych kulturach, gdzie ugoszczenie przybysza jest niepisanym obowiązkiem. Jadąc do takiego kraju możesz liczyć na bezproblemowe noclegi u miejscowych, za które odwdzięczysz się gadżetem lub jednodolarówką. Adresy takich naiwnych ludzi bez trudu pozyskasz od innych wtajemniczonych podróżników za grosze.

Po drugie postaraj się przerzucić koszty twojej podróży na innych ludzi. Jeśli tylko jesteś bezczelnym egoistą, uda ci się to bez większego trudu. Jeśli chodzi o transport – wiadomo, że najlepiej jeździć autostopem. Koszty paliwa, utrzymania samochodu i opłat za drogi ponosi właściciel pojazdu, a Ty wygodnie przemierzasz kolejne kilometry, pełen podziwu dla siebie i tego, jak to potrafisz się ustawić. Noclegi to trochę bardziej skomplikowana sprawa. Jeśli nie uda ci się urobić miejscowego i wprosić się do niego na noc, pozostaje nocleg na ławce w parku czy w jakimś kącie dworcowej hali. Zaoszczędzisz tyle, że wystarczy na poranną herbatę w byle której hotelowej restauracji. Tylko nie zapomnij, żeby na selfie było widoczne logo miejsca w którym „spałeś”. Jedzenie?  Żeruj na nowo poznanych ludziach. Jak już wspominałem, w niektórych rejonach świata religia i zwyczaje nakazują ugościć podróżnika. Przyjmij lub wymuś zaproszenie, zjedz do syta, potem weź kąpiel i prześpij się. W rewanżu możesz podarować gospodarzom długopis (najlepiej taki reklamowy buchnięty z jakiej firmy, bo te są za darmo) lub breloczek. A co z wejściówkami do muzeów? Nic trudnego, po prostu zdobądź lipną legitymację prasową. Dzięki niej wejdziesz z dużym rabatem lub za darmo do wielu obiektów. Jeśli nie masz takich możliwości, zawsze możesz powiedzieć „nie chodzę do muzeów, bo dla mnie najważniejsze są: ludzie i widoki, a nie zakurzone eksponaty”. Czasami możesz wykpić się selfie zrobionym przed wejściem i wyjaśnieniem „w środku był zakaz robienia zdjęć, ale opowiem co było”. O tym „co było” przeczytasz w każdym przewodniku, wystarczy nieco przeredagować tekst i relacja gotowa. A co ze sprzętem na wycieczkę? Pożycz od znajomych, zawsze znajdziesz jakiegoś głupka, który marnuje kasę na przewodniki, plecaki czy śpiwory, które przecież mógłby pożyczyć od kogoś innego. Możesz też wysępić coś z działów PR producentów sprzętu w zamian za obietnicę reklamy w „uznanym blogu podróżniczym”. Jak widzisz, istnieją setki sposobów, byś przerzucił koszty swojej podróży na inne osoby. Im pozostaną rachunki do zapłacenia, a Tobie fejm gościa, który potrafi podróżować za darmo. Ciekawy jestem, czy któryś z tych „podróżników” powie kiedyś prawdę i oznajmi wprost: „przez miesiąc żerowałem jak sęp na dobroci i naiwności innych ludzi” zamiast „przejechałem cała Azję za $50”.

Wróćmy jednak do tytułowego pytania – czemu blogerzy podróżniczy nie lubią jeździć do Czech i wielu innych europejskich krajów? Bo Czechów i ogólnie Europejczyków trudno jest urobić. Praktycznie nie istnieje szansa, by ktoś przypadkowo poznany na ulicy nakarmił cię lub przenocował. I to nawet wtedy, jeśli w ramach podziękowania obiecasz mu długopis. Z autostopem w Czechach też bywa ciężko, a kierowcy w publicznych autobusach i konduktorzy w pociągach jakoś nie łaszą się na łapówki-drobniaki, którymi chciałbyś ich przekupić za brak biletu. Jak widzisz, Republika Czeska jest bardzo niegościnnym krajem, który darmowym podróżnikom nie pozostawia wiele pola do popisu. Jeśli i Ty posiadasz naturę cwaniaczka i sępa, nie zastanawiaj się nad spędzeniem darmowego urlopu w Czechach, tylko od razu wybierz wakacje w Azji.

 

 

Gdzie zjeść w Brnie – Mikrofarma

Nie lubię pisać recenzji knajp i rzadko to robię. Doskonale zdaję sobie sprawę, że knajpa to żywy organizm i wiele zmiennych. Zbyt wiele, by na podstawie jednego czy dwóch skosztowanych dań, wystawić jednoznaczną ocenę. A na regularne wizyty, które mogłyby mnie utwierdzić w takiej czy innej opinii, najzwyczajniej w świecie szkoda mi czasu. Przecież jest tyle ciekawych miejsc, w których można zjeść. Po co się ograniczać? Z tego powodu wracam tylko do miejsc, które uważam za wyjątkowe.

Dziś chciałbym zaprosić Cię do takiego wyjątkowego miejsca. Wyjątkowego z kilku powodów. Ze względu na koncept oraz na jakość podawanego jedzenia. Ale zacznijmy od początku. Mikrofarma to mały sklep z wysokiej jakości mięsem, uzupełnionym o skromną ofertę nabiału i delikatesów. Niejako przy okazji, przy sklepie działa malutkie bistro serwujące proste dania z pogranicza kuchni domowej i street foodu. Wszystkie proponowane przez Mikrofarmę potrawy łączy jedno – bazują na składnikach wysokiej jakości.

Continue reading „Gdzie zjeść w Brnie – Mikrofarma”