EB Dinners – gdy nie masz ochoty na knedlík

Obraz jest wart tysiąca słów, a nic tak nie rozbudza apetytu jak zdjęcie smakowicie wyglądającej potrawy. Prawda stara jak świat, o której zdają się nie wiedzieć instagramowi hejterzy, ci sami, którym przeszkadzają zdjęcia cudzych obiadów. Cóż, ich starta. Czemu o tym piszę? Ponieważ do EB Dinners trafiłem dzięki niezwykle apetycznym zdjęciom na Insta. Mhm, dokładnie tak! Gdyby nie zaintrygowały mnie foty wnętrza oraz smakowicie wyglądających burgerów, w życiu bym się przy EB Dinners nie zatrzymał. No bo jak to, lokal na zapleczu stacji benzynowej? Kuchnia amerykańska? Poza Pragą? Bitch, please!

O ile z zewnątrz lokale EB Dinners wyglądają dość niepozornie i mało zachęcająco, tak wygląd wnętrza jest dużym zaskoczeniem dla osób, które nie wiedzą czego się spodziewać. Wystrój barów został zaprojektowane zdecydowanie ku uciesze gości i jest w stylu „Ameryka, lata pięćdziesiąte”. Winylowe kanapy, dużo chromu, żywe barwy – czyli typowa jadłodajnia rodem z amerykańskiego filmu. Wbrew pozorom nie to wygląda kiczowato, ani nie sprawia wrażenia teatralnej dekoracji. Meble są świetnej jakości i widać, że nikt na nich nie oszczędzał. Klimat dodatkowo wspomaga niezła muzyka, dopasowana do stylu knajpy.

Karta jest skromna. Typowe potrawy kojarzące się ze Stanami z lekką nutką tex-mex, co jest całkiem miłe. Są dość interesujące śniadania, niestety serwowane do 10 rano, więc mała szansa, bym ich kiedyś spróbował, co nie zmienia faktu, że kuszą.

Zupy – do wyboru dwie. Stała pozycja to fasolowa. Do tego zupa dnia wg. fantazji kucharza. Zupy dnia bywają bardziej europejskie niż amerykańskie np. kapuśniak, bulion z kaszą, pomidorowa czy cebulowa. Zdecydowałem się na stałą pozycję, czyli zupę z dwóch rodzajów fasoli. I nie żałuję. Intensywna, dobrze przyprawiona, o lekko pikantnym smaku złamanym pyszną kwaśną śmietaną. Kilka nachos, by była bardziej tex-mex i wkładka w postaci kiełbasy, by było bardzo swojsko. Zupa jest dość gęsta, porcja duża i myślę, że dla niektórych spokojnie starczy za lunch. Polecam.

Burgery – nie będę ukrywał, że można zjeść w Republice jeszcze lepsze, ale i te serwowane w EB Dinners są doskonałe. A pamiętajmy, że to przydrożny bar, a nie hipsterska burgerownia. Bułki są fajne, takie prawdziwe burgerowe – nie mylić z tymi gotowymi z supermarketu! Mięso też smaczne – żadne tam gotowe rozmrażane kotlety! Uczciwa wołowina, domyślne zgrillowana na średnio. Dodatków sporo, choć klasyczne i bez szaleństw. Grunt, że dobrej jakości. Jak kto nie lubi wołowiny, może zamówić burgera ze stripsami z kurczaka albo (o zgrozo!) z tofu. Do burgerów serwowane są domowe frytki, takie ze skórką i z dobrych ziemniaków. W charakterze dodatku można zamówić klasyczną sałatkę coleslaw (znakomita, polecam!), krążki cebulowe, fasolkę czy grillowane warzywa.

Dla miłośników lżejszych potraw są w menu trzy sałatki, w tym jedna wege. Skusiłem się na Cesar z kurczakiem. Nie był to klasyczny Cesar ale wyszło naprawdę dobrze. Chrupiąca sałata rzymska, chrupiący boczek, grillowana pierś z kurczaka i dobry włoski ser. Co fajne, w sos ubrano jedynie sałatę, dzięki czemu całość świetnie się prezentowała, a nie jak u cioci na imieninach. Jedynie, do czego mam lekkie zastrzeżenia, to grubość kawałków sera. Powinny być cienko zestrugane kawałeczki, były grube kawały. Przy intensywnym serze to trochę przeszkadza. Efekt ogólny na piątkę z minusem, więc kiedyś chętnie do tej sałatki wrócę.

Jeśli komuś znudziły się burgery, może zmówić skrzydełka, żeberka, stek lub club sandwich. Póki co skosztowałem tego ostatniego i także mogę szczerze polecić. Podpieczony tostowy chleb z grillowanym kurczakiem, słoniną, jajkiem sadzonym i warzywami – klasycznie i smacznie. Do tego w komplecie frytki. Ostrzegam tylko, że to nie jest jakaś tam kanapeczka na przekąskę, a pełnoprawne danie i dwóch takich raczej zjeść nie da rady. Oj, na wielkości porcji w EB nie oszczędzają.

Jedyne, co okazało się kompletnym niewypałem to domowa mrożona herbata. Całkowicie bez smaku herbaty, rozwodniona na maksa. Nie wiem, czy ktoś zaoszczędził na herbacie parząc esencję, a może w ciągu dnia napój ochrzczono wodą, by zwiększyć jego ilość ale jedno jest pewne, więcej nie zaryzykuję i mrożonej herbaty tam nie zamówię. Zwłaszcza, że w menu są pyszne szejki. Standardowo wanilia, czekolada i truskawa, a do tego banan. Nic z proszku, wszystko miksowane na chwilę przed podaniem. I nawet mleko do tego dobre kupują, a nie jakieś tam marki własne.

To czego  mi w EB Dinners brakuje to desery. Niby są jakieś donuty ale… to nie to. Aż prosi się o taki klasyczny apple pie albo sernik. Choć nie mam pojęcia, gdzie bym to pomieścił bo porcje serwują rzetelnej wielkości i nie istnieje szansa, by wyjść z EB głodnym.

EB Dinners to połącznie amerykańskiego stylu z europejską jakością produktów. Jadłem tam kilka razy i wiem, że będę wracał. Jedzenie jest dobre, klimat fajny a ceny rozsądne. Szkoda, że działają tylko w trzech miejscach. Choć może to i dobrze, zbyt intensywny rozwój często gastronomii nie służy, bo trudno zapanować nad jakością. A ta w EB Dinners jest na odpowiednim poziomie i nie ja jeden jestem tego zdania. Na brak klientów nie narzekają, więc przygotujcie się, że czasem trzeba będzie chwilkę poczekać na stolik. Tak czy inaczej polecam.

PS. Nim znajdzie się ktoś kulinarnie oświecony i błyśnie komentarzem w stylu „Nie po to się jedzie do Czech, by jeść w amerykańskiej knajpie, bla bla bla” śpieszę wyjaśnić – je się dokładnie to, na co ma się ochotę bez względu na czas i miejsce. Czasem dobrze odpocząć od czeskiej kuchni, nawet jeśli jest się w Czechach. I tyle w temacie.

EB Dinners znajdziesz przy stacjach benzynowych EUROBIT w:
1. Krhov – Voděrady 176, 20 minut od Brna w kierunku na Svitavy
2. Dolík 75, 503 11 Hradec Králové
3. Slatiňanská 392, 538 21 Nasavrky

 

Komentarze

Leave a Comment