O blogu

… bo Czechy to nie tylko Praga, piwo i knedliki.

Wbrew temu, co mogłaby się zdawać, nie jestem czechofilem. I wcale nie uważam, że Czeska republika to najfajniejsze miejsce na ziemi. Czemu więc postanowiłem promować Czechy? Bo to kraj sympatyczny, atrakcyjny turystycznie i przystępny cenowo. Wiem coś o tym, bo od ładnych kilku lat spędzam u naszych południowych sąsiadów jakieś 4 miesiące w ciągu roku. Dlatego jestem w stanie przekazać ci dawkę wiarygodnych i sprawdzonych informacji, które opierają się na moich osobistych doświadczeniach. A tych na większości blogów turystycznych i podróżniczych jest deficyt. Swoich tekstów nie opieram na „co prawda nie byłem, ale słyszałem, że…” czy też doświadczeniach z dwutygodniowego wakacyjnego wyjazdu. Jednym zdaniem – jestem na bieżąco i trzymam rękę na pulsie. Inaczej się nie da. Wszystkie opisywane miejsca odwiedziłem osobiście, zdecydowaną większość z nich więcej niż raz. Podobnie z polecanymi knajpami. Nigdy nie piszę o miejscach w których jadłem tylko raz. Knajpa to żywy i bardzo zmienny organizm i trudno ocenić jej jakość na podstawie jednego posiłku. O poleceniu już nie mówiąc. We wszystkich prezentowanych imprezach także osobiście brałem udział. Za wszystkie te atrakcje płaciłem z własnej kieszeni, więc moja opinia, choć rzecz jasna subiektywna (obiektywne opisy miejsc znajdziesz w wikipedi) nie jest wspomagana sponsoringiem. Co to oznacza? Jeśli piszę, że coś mi się podobało, to podobało mi się naprawdę.

Jeśli liczysz na to, że znajdziesz tu czarodziejskie porady jak podróżować za grosze, to cię rozczaruję. Nie podróżuję na menela ani na sępa, noclegi i paliwo kosztują, podobnie jak jedzenie i wejściówki do obiektów kulturalnych.

Noclegi – tu przyjmuję niezłomną zasadę, że warunki noclegu nie mogą być gorsze, od tych, które mam w domu. Odpadają wszelkie przybytki z grupowymi pokojami, bez łazienki lub z łazienką na korytarzu. TV i internet być musi, tak jak i w sezonie klimatyzacja. Nie będę ci wciskał kitu, proponując nocowanie w miejscach, które znam tylko ze słyszenia a wydaje mi się, że mogłyby być fajne (no i prowizję z Air B&B czy innych Trivago szlag trafił).

Jedzenie – jem to, na co mam ochotę i tam, gdzie mi się spodoba., więc nie zdziw się, jeśli w blogu pojawi się kilka pod rząd recenzji burgerowni, bo być może akurat miałem fazę na amerykańską kuchnię (w sumie zawsze mam). Z reguły wybieram miejsca ze średniej półki cenowej, choć nie stronię od tanich barów. W lokalach drogich bywam rzadko, nie ze względu na ceny, a dlatego, że będąc w podróży nie lubię tracić czasu na celebrowanie posiłków. 

Transport – własne auto, ostatnio auto + pociąg, tak bardziej z ciekawości i dla zabawy. Jeżdżę na rocznej winiecie, paliwo kupuję tam, gdzie akurat muszę. Choć nie ukrywam, że na Czeskich stacjach benzynowych częściej jadam niż tankuję. Ot, zaleta jeżdżenia autem, które przejeżdża 1200 km na jednym baku.

Wejściówki – zwiedzam miejsca, które mnie interesują, a nie te, które są za darmo. Co nie znaczy, że nie korzystam z różnego rodzaju promocji lub okazji. Ale nic na siłę.