Baťa, historia rodziny

Baťa, przedsiębiorca i wizjoner. Jeden z najbogatszych ludzi świata swoich czasów. Bohater setek artykułów i kilkudziesięciu książek. Jego życie stało się legendą. I jak to z legendami bywa, w wielu miejscach prawda ustąpiła miejsca fantazji. Charyzmatyczny Baťa, któremu przypisuje się stworzenie obuwniczego imperium, to w istocie dwie różne osoby. Dwóch przyrodnich braci – Tomáš Baťa (1876-1932) i Jan Antonín Baťa (1898-1965). Ludzie o identycznych poglądach, celach i marzeniach. Tak podobni w działaniu, że z biegiem czasu, w świadomości większości ludzi sprowadzeni do jednego bytu. Obaj budowali obuwnicze imperium, obaj mieli wielki wkład w rozwój Zlína. Bez nich miasto w obecnej postaci nigdy by nie zaistniało. Usiądź wygodnie i przeczytaj niezwykłą historię niezwykłych braci.

Tomáš Baťa

Wszystko zaczęło się pod koniec XIX wieku, w malutkim miasteczku Zlín na Moravach. W 1894 roku, trójka rodzeństwa Tomasz, Antoni i Anna, za pieniądze pochodzące ze spadku po matce, otworzyła mały, liczący kilkunastu pracowników zakład produkujący obuwie. Jak to często bywa, początki okazały się trudne. Interes szedł średnio, odziedziczone pieniądze szybko się skończyły. Rodzeństwo zaczęło popadać w coraz większe długi. Mimo tego nie poddawali się. W ciągu kolejnych lat zobowiązania udało się spłacić, a zakład zaczął przynosić zyski. W 1899 roku u Batów pracowało 120 osób. Kluczem do sukcesu okazało się obuwie z płótna, materiału dużo tańszego od powszechnie używanej do produkcji butów skóry. Cena pary tekstylnych butów była na tyle niska, że mogli je kupić nawet bardzo biedni ludzi. Płócienne buty szybko stały się prawdziwym hitem, zamówień przybywało. Tomasz dość szybko zrozumiał, że bez zwiększenia produkcji padną ofiarą własnego sukcesu. Jednak samo zatrudnianie nowych pracowników nie wydawało mu się przyszłościowym rozwiązaniem. Uważał, że przede wszystkim trzeba skupić się na efektywności.

W 1904 roku wyruszył za granicę, by przyjrzeć się procesowi produkcji w krajach bardziej zaawansowanych technicznie. Odwiedził Niemcy i Anglię, jednak nie znalazł tam wzorców godnych naśladowania. Następnie udał się za ocean, do Stanów Zjednoczonych, które były mekką nowoczesnego przemysłu. W Stanach, Baťa podjął pracę w kilku fabrykach, by zapoznać się z tajnikami masowej produkcji. Szybko zrozumiał, że jeśli chce osiągnąć sukces, musi postawić na mechanizację. Zamówił maszyny i wrócił do Zlína.

W 1908 roku zmarł brat Tomasza, a siostra wyszła za mąż i zrezygnowała z pracy w firmie. Baťa musiał sam pokierować rodzinnym interesem. Zmechanizowanie zakładów okazało się strzałem w dziesiątkę. W kolejnych latach rosły produkcja i zatrudnienie. W 1910 roku w fabryce pracowało 350 pracowników, a dzienna produkcja przekraczała 3000 par butów.
W 1914 roku wybuchła Pierwsza Wojna Światowa i przyszłość fabryki stanęła pod znakiem zapytania. Baťa zdawał sobie sprawę, że wojna może odebrać mu to, co w każdej fabryce jest najcenniejsze, czyli pracowników. Zostaną powołani do wojska, być może zginą na froncie i nie będzie komu obsługiwać maszyn. A to oznaczało plajtę i koniec jego marzeń. Nie mógł się pogodzić z takim obrotem sprawy. Pojechał do Wiednia, by spotkać się z samym Cesarzem. Szczegóły ich rozmów nie są znane, w przeciwieństwie do efektów. Bata osiągnął swój cel. Do Zlína wrócił z zamówieniem na wojskowe buty dla cesarskiej armii. Dzięki determinacji nie tylko uratował fabrykę od bankructwa, ale też zarobił krocie. Szacuje się, że ponad połowa butów używana w austro-węgierskiej armii wyprodukowana została w fabryce Bati.

W 1919 roku, Tomasz ponownie udał się za ocean. Tym razem zatrudnił się w fabryce Forda, przy produkcji słynnego modelu T – pierwszego samochodu, produkowanego na taśmie montażowej. Idea produkcji taśmowej zachwyciła go i postanowił wdrożyć podobny system w swojej fabryce. Wiązało się to z reorganizacją pracy i kolejnym wzrostem zatrudnienia. Bata postanowił podzielić produkcję buta na etapy, tak by jeden pracownik wykonywał tylko jedną czynność. Dzięki temu szkolenie robotników trwało znacznie krócej, a w fabryce mogły pracować osoby nie mające pojęcia o szewskim fachu.
Ponieważ w mieście brakowało już rąk do pracy, zaczęto ściągać ludzi z okolicznych miejscowości. Bata wzorując się na amerykańskich magnatach przemysłowych, Fordzie i Pullmanie, postanowił zbudować idealne robotnicze miasto. Zlín czekały poważne przemiany. W 1921 roku w Zlínie wybuchł wielki pożar, który spustoszył znaczną część miasta. Przebudowa stała się wręcz koniecznością, a nie tylko kaprysem przedsiębiorcy. Dwa lata później Tomasz Baťa objął stanowisk burmistrza. Dzięki temu, od 1923 roku rządził niepodzielnie nie tylko fabryką, ale i całym Zlínem. Z pomocą czołowych europejskich architektów zaprojektował miasto praktycznie od nowa.

Budowę miasta marzeń zaczęto od wyburzenia dużej części uratowanych z pożaru domów oraz poszerzenia ulic. Centrum nowego miasta miała stanowić fabryka. Tuż obok fabryki zaplanowano budynki użyteczności publicznej – urzędy, sklepy, szkoły. Domki robotników usytuowano na obrzeżach miasta. Dzięki takiemu układowi, robotnik wracając z pracy do domu mógł po drodze pozałatwiać wszystkie sprawy. Zwarta zabudowa eliminowała potrzebę długotrwałych dojazdów.
Mimo wielkiego zaangażowania w planowanie miasta, Baťa wciąż aktywnie działał w fabryce. Pod koniec lat dwudziestych Tomasz oczarowany właściwościami nowego surowca, kauczuku, wprowadził do produkcji buty z gumy. Niejako przy okazji, w zakładach zaczęto produkować też inne wyroby gumowe. Prócz nowych produktów Tomasz Baťa rozwijał także sieć sprzedaży, inwestując w budowę licznych domów towarowych.

Zlín

W połowie lat dwudziestych prace nam miastem nabrały tempa. Tomasz Bata miał bardzo konkretną wizję. Zafascynowany poglądami Le Corbusiera postanowił zbudować miasto-maszynę do mieszkania. Kluczowym było zaspokojenie wszystkich potrzeb mieszkańców, by ci mogli… całkowicie skupić się na pracy. Bata zdawał sobie sprawę, że człowiek mający problemy nigdy nie będzie wydajnym pracownikiem, dlatego miasto miało zaspakajać wszystkie potrzeby życiowe mieszkających w nim robotników.

Na zboczach wzgórz otaczających Zlín, jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać małe bliźniacze domki dla robotników. Bata zrezygnował z wynajmu, pracownicy fabryki dostawali je na własność. Z jednej strony takie działanie można uznać za kompletnie nieuzasadnione ekonomicznie lub za filantropię. Jednak był to dowód na ogromne wyrachowanie Bati. Własny domek miał zapewnić poczucie bezpieczeństwa oraz zachętę do założenia rodziny. Bata uważał, że robotnicy o unormowanym życiu rodzinnym będą bardziej wydajni. Po pierwsze, wolny czas będą spędzali u boku żony, nie w piwiarni. To ograniczy niedyspozycje spowodowane przepiciem i zarwanymi nocami. Po drugie konieczność utrzymania żony i dzieci, wzmocni lojalność wobec firmy i szacunek do pracy. Z resztą mało kto ryzykował niesubordynację. Bo dla tych co zawiedli, Bata był bezlitosny. Robotnik wyrzucony z fabryki, nie miał szans na znalezienie pracy nie tylko w mieście, ale nawet w dalszych okolicach. A wpływy Bati sięgały bardzo daleko.

Eksperymentowano z różnymi rodzajami domków. Zazwyczaj były dwu- lub cztero-rodzinne. Po za tym wszystkie miały podobny standard. Domki były niewielki, miały około 45 m. kw. Bata uznał, że taka przestrzeń jest wystarczająca do efektywnego wypoczynku. Dodatkowo niewielka przestrzeń miała zachęcać ludzi do wychodzenia z domu. Wszak jego robotnicy mieli być jedną wielką rodziną, więc wolny czas należało spędzać kolektywnie w domu kultury bądź w kinie. Zamiast kuchni w domkach były jednie malutkie aneksy kuchennie. Obiady należało jadać wspólnie z innymi w zakładowej stołówce. W dodatku były tanie, bo dopłacała do nich fabryka. W każdym domku była toaleta i łazienka. Bo higiena to zdrowie, a zdrowie to wydajność. Dla chłopów mieszkających do tej pory w dwuizbowych chatach, w dodatku razem z inwentarzem nawet tak skromny domek był niesamowitą poprawą jakości życia. Co ciekawe, mimo iż każdy domek miał ogórek, uprawa warzyw była surowo zabroniona. Robotnicy nie mieli prawa męczyć się ogrodnictwem i skupiać na innych rzeczach prócz pracy w fabryce. Osiedla domków znajdowały się na tyle blisko fabryki, by robotnicy nie tracili czasu na męczące dojazdy do pracy. W Zlínie wszystko było w zasięgu pieszego.

Wraz z domkami w mieście wybudowano szkoły, dom kultury, szpital, halę targową, ogromny dom handlowy, gigantyczne kino na ponad 2000 widzów, pływalnię, a nawet dwa kościoły. W mieście założono także instytut naukowy, opracowujący nowe technologie na potrzeby zakładów Bati. Przemysłowiec pomyślał o wszystkim, a jego wpływ na życie robotników był wprost przerażający. Marzeniem Bati było stworzenie armii zgranych, wypoczętych i zadowolonych z życia robotników, których najważniejszym celem w życiu jest jak najbardziej wydajna praca. W dzisiejszych czasach może to sprawiać wrażenie obozu pracy, jednak kiedyś takie życie dla robotników musiało było prawdziwym luksusem. Wystarczy porównać to z warunkami życia łódzkich robotników, czy też radzieckich stachanowców. Bata co prawda wiele wymagał, ale i wiele oferował. W mieście nie było kłopotów z zaopatrzeniem, wiele towarów subsydiowano, więc problem „za co przeżyć do pierwszego” nie istniał mimo dość niskich zarobków. Robotnicy mogli skupić się na pracy, bo niczego im nie brakowało.

Pod koniec lat dwudziestych Bata zainteresował się transportem lotniczym. Kupił kilka samolotów, wybudował lotnisko. Rozpoczęły się czasy międzynarodowej ekspansji firmy. W 1930 roku wszystkie zakłady Bati zatrudniały ponad 17400 osób. Do roku 1932 posiadał blisko 700 firmowych sklepów w 37 krajach. Niestety nie dane mu było długo cieszyć się sukcesem. Tomasz Bata zginął w roku 1932 w wypadku lotniczym. Lecący do Zurichu samolot rozbił się podczas startu na lotnisku w Otrokovicach. Od tego momentu stery przejął przyrodni brat Tomasza, Jan Antonin Bata.

Jan Antonin Bata

Jan Antonin Bata był równie wielkim wizjonerem, jak i Tomasz. Jedną z pierwszych decyzji jakie podjął było rozpoczęcie produkcji opon. Oddział odpowiedzialny za oponiarstwo działał pod nazwą BARUM. Jan Antonin, podobnie jak jego przyrodni brat, wierzył w przyszłość transportu lotniczego. Postanowił zainwestować w przemysł lotniczy. Wkrótce otworzono zakłady lotniczych. Dolnopłaty konstruowane i produkowane pod Zlíniem stały się przebojem w całej Europie. Były najlepszymi samolotami w swojej klasie. W 1934 roku Jan Antonin podjął decyzję o budowie kanału wodnego łączącego kopalnię w Rastiškovicach z elektrownią w Otrokovicach. Co ciekawe, zarówno kopania, jak i elektrownia należały do imperium Batów. Przemysłowiec wierzył, że kluczem rozwoju jest urozmaicenie produkcji. Za jego rządów zaczęto produkować maszyny obuwnicze, tekstylia, chemikalia i co raz większy asortyment wyrobów z kauczuku. Pieniądze zaczęto inwestować w kopalnie, kolej, lotnictwo a nawet przemysł filmowy. W ciągu siedmiu lat rządów Jana Antonina, majątek firmy powiększył się dwukrotnie. W drugiej połowie lat trzydziestych rozpoczęto budowę biurowca znanego jako Baťův mrakodrap, który po dziś dzień jest największym symbolem Zlína.

Niestety rządy Jana Antonina Bati nie trwały długo. W czerwcu 1939 roku na stałe opuścił Czechosłowację uciekając przed nazistami. Najpierw udał się do Anglii, następnie do Stanów Zjednoczonych. W 1941 przeniósł się do Brazylii. Powojenny komunistyczny rząd Czechosłowacji Batiom był bardzo niechęny, więc Jan Antonin nigdy nie powrócił do ojczyzny. Zmarł w Brazylii w 1965 roku.

Czasy powojenne

Dla powojennej komunistycznej władzy imperium Batiów było nie lada problemem. Z jednej strony zakłady miały ogromny potencjał, z drugiej stanowiły przykład na to, że kapitalizm wcale nie jest taki zły, a na wnioski socjalistycznej propagandzie miejsca nie było. Byłych właścicieli, jako wstrętnych kapitalistów, postanowiono wymazać z kart historii. Znacjonalizowane zakłady zmieniły nazwę na SVIT. A Zlín przemianowano na Gottwaldov, na cześć prezydenta Klemensa Gottwalda. Mauzoleum Tomasza Bati zlikwidowano, a budynek przebudowano na filharmonię. Na całe szczęście nikt nie odważył się na poważną ingerencję w układ urbanistyczny miasta. Rodzina Batiów stała się w Czechosłowacji zakazanym tematem. Mówiono o nich rzadko, a przemysłowców stawiano w negatywnym świetle. Osiągnięcia Batóv zdyskredytowano, jako owoc szpiegostwa przemysłowego oraz kolaboracji z wrogiem podczas obu wojen.

W tym czasie Jan Antonin Bata podzielił zagraniczne aktywa firmy między siebie, a syna Tomasza Bati, który osiedlił się w Kanadzie. Obaj przemysłowcy w dalszym ciągu inwestowali w produkcję, budowali miasta i fabryki. W 1995 roku, syn Tomasz Bati, Tomasz Junior odwiedził Zlín po raz pierwszy od wyjazdu na emigrację. Na ulicach powitały go tłumy, entuzjastycznie nastawionych, mieszkańców miasta.

Komentarze

Leave a Comment